POLITYKA

Sobota, 16 lutego 2019

Polityka - nr 1 (2586) z dnia 2007-01-06; s. 18

Flesz. Ludzie i wydarzenia / Świat. Komentarz

Marek Ostrowski

Nauki krótkiej prezydentury Geralda Forda

Rodacy, to już koniec naszego długiego narodowego koszmaru” – tak prezydent Gerald Ford (1913–2006) rozpoczął przemówienie inaugurujące swą krótką prezydenturę. Chodziło o watergate i polityczną agonię prezydenta Richarda Nixona. Nixon gotów był ustąpić ze stanowiska, lecz nie chciał – rzecz jasna – ponosić konsekwencji karnych matactwa i tuszowania sprawy. Liczył więc, że Ford, jako przyszły prezydent, zastosuje akt łaski, który uwolni go nie tylko od sądu, ale i od samego śledztwa. Szef ekipy Nixona Alexander Haig prowadził z Fordem, jeszcze jako wiceprezydentem, negocjacje w sprawie warunków rezygnacji prezydenta. I tu jest clou tego krótkiego wspomnienia.

Prawnicy pracujący dla wiceprezydenta natychmiast dostrzegli groźną pułapkę, w jaką wpadł Ford. Otóż jako konstytucyjny następca Nixona mógł oczywiście rozważać warunki ułaskawienia jak każdej innej ważnej sprawy politycznej. Ale jako wiceprezydent nie powinien w ogóle rozmawiać o tym z Nixonem ani jego wysłannikami. Dlaczego? Bo w Ameryce nie wolno oferować niczego wartościowego (a ułaskawienie z pewnością ma wielką wartość) w ...