POLITYKA

Wtorek, 18 czerwca 2019

Polityka - nr 8 (2744) z dnia 2010-02-20; s. 18-20

Ogląd i pogląd

Adam Krzemiński

Ni pies, ni wydra

Kłopoty polskiej lewicy nie są odosobnione. Od pewnego czasu socjaldemokratyczne partie w Europie trawi silny ideowy zamęt.

Porażki i sukcesy wielkich formacji ideowych przychodzą i odchodzą falami. Lata 70. były w Europie Zachodniej dekadą socjaldemokracji, co także przyczyniło się do przemian w naszej części Europy. Do tak charyzmatycznych postaci jak Brandt, Kreisky czy Palme pragnął się upodobnić ten czy ów reformator w bloku wschodnim.

Potem nastała dekada liberałów i neokonserwatystów, Margaret Thatcher i reaganomiki. O kilka następnych lat przedłużył ją upadek komunizmu w 1989 r. Terapie szokowe, prywatyzację, demontaż świadczeń i przywilejów socjalnych przyjęto za jedyne lekarstwo na opresyjny politycznie i nieudolny gospodarczo radziecki model państwa.

Jednak dla wielu partyjnych reformatorów z naszej części Europy ideową ziemią obiecaną była socjaldemokracja. Oto chichot historii, 40 lat po wymuszonym przez Stalina zjednoczeniu ruchu robotniczego zachodni socjaldemokraci mieli przygarnąć do piersi postkomunistycznych rozbitków po realnym socjalizmie. Jednych – jak polski SLD czy węgierski MSzP – przyjęto chętnie, uznając zasługi partyjnych reformatorów przy demontażu ancien régime’u. Innych – jak postenerdowską PDS – odrzucono, uważając, że jest tylko przejściową ...