POLITYKA

Sobota, 20 lipca 2019

Polityka - nr 7 (7) z dnia 2013-07-17; Ja My Oni. Poradnik Psychologiczny Polityki. Tom 12. Jak się godzić, jak rozwodzić; s. 52-55

Dzieci: ile uczucia, ile wymagań

Elżbieta Turlej

Niania i ja

Dlaczego matkom tak trudno ułożyć sobie relacje z paniami do dziecka

Czują, że tkwią w trójkącie – dwie kobiety plus dziecko. I jest im z tym nieswojo. Mówią: w byciu matką najtrudniejsze jest ułożenie sobie dobrej relacji z nianią, ale nie mają pojęcia, jak to zrobić i jak ta relacja miałaby wyglądać. Jedne wierzą, że niania podaruje dziecku to, czego ona nie potrafi. Profesjonalna, polecona przez znajomych opiekunka jest dla nich wyrocznią i nawet jeśli robi coś nie tak, boją się jej zwrócić uwagę.

Inne zostawiają dzieci pod jej opieką, ale nie potrafią poradzić sobie z niechęcią i podejrzliwością. Wystarczy jedno złamanie zasad i niania ląduje na bruku, a one szukają kolejnej. Jeszcze inne obwiniają opiekunkę o wszystkie niepowodzenia potomków. Ostatnie, co matkom przychodzi do głowy, to własne błędy.

Beata, dziennikarka telewizyjna. Trzy nianie, każda po pół roku.

„Nie wiem, kiedy mam być matką, a kiedy taktownym pracodawcą, który nie wchodzi w kompetencje profesjonalisty. Intuicja milczy”.

Pety leżały ukryte w&...

Nie bądź supermatką, nie szukaj superniani

Joanna Drosio-Czaplińska

Dziecko rodzi się zaprogramowane na miłość. Na początku potrzebuje tylko jednego – bliskości matki, jej dotyku, spojrzenia, czułości, uśmiechu. Dzięki temu w jego mózgu tworzą się miliony połączeń synaptycznych, które w przyszłości zaowocują nie tylko sprawnością intelektualną, ale i poczuciem bezpieczeństwa. Rok to czas, jaki jesteśmy dłużni małemu człowiekowi. W jego rozwoju to cały kosmos.

Zaopiekować się dzieckiem – nakarmić, zmienić pieluchę, wyjść na spacer – może każdy stabilny dorosły. Jeśli do tego dorzucimy umiejętność stymulowania malucha – zabawy i uczenie dostosowane do etapu rozwojowego – ideał niani gotowy. Rzecz w tym, że w tworzeniu więzi nikt rodziców nie wyręczy, bo dzieci ma się po to, by dać im bliskość, a to oznacza czas. Wychowanie nie jest tym samym co hodowanie.

• Jeśli wyręczamy się innymi za bardzo i za często, prawdopodobnie same mamy problem z bliskością. Łatwo temu zaprzeczyć racjonalizując, bo przecież rzeczywistość za oknem jest brutalna. Rywalizacja, walka o pracę, kredyty… W prasie kolorowej czytamy o „projekcie dziecko”. Rozpisany na kredowym papierze biznesplan urealnia perspektywę bycia rodzicem. To, co przeraża, staje się możliwe – nakarmić, kupić co trzeba, posłać do dobrej szkoły.

• Jeśli same hołdujemy wizerunkowi superwoman, bo jako ambitne kobiety chcemy być superżoną, pracownicą i supermamą, szukamy też superniani. Osoby, która będzie konsekwentnie egzekwować i wymagać. W miarę dobrze nas zastąpi. Zachowujemy się jak menedżerowie „projektu dziecko”. Redukujemy trud wychowania do zadań i celów i cedujemy go na opiekunki, które traktujemy jak pracowników korporacji. Tylko że rodzina nie jest dobrze prosperującą firmą. Nie wystarczy zlecić zadania i egzekwować prawidłowe wykonanie, bo relacje między ludźmi są bardziej skomplikowane niż umowa o pracę. Zakładają równoległość, partnerstwo, a nie pionową hierarchię. W domu, w którym opiekunki się zmieniają, bo żadna nie jest wystarczająco dobra, dziecko nabiera przekonania, że bliskość nie istnieje. Nie ma jej z zapracowanymi rodzicami, nie ma ze zmieniającymi się nianiami.

• Wygórowane oczekiwania rodziców to stres od najmłodszych lat. Napięcie rośnie i jakoś trzeba będzie je rozładować. Jak? Badania dowodzą, że coraz więcej dzieci oprócz dysfunkcji typu ADHD czy dysleksja ma problemy ze zdrowiem psychicznym – królują depresje, zaburzenia obsesyjno-kompulsywne, zaburzenia osobowości, nałogi. Coraz więcej nastolatków uzależnia się od sieci, szukając spełnienia za sprawą swoich awatarów. W realu doświadczają poczucia bezsensu i pustki, gdy sukcesy nie przychodzą wystarczająco szybko i w spodziewanych ilościach. Nie mają instrukcji obsługi do porażek.

• Dziś dzieci nie są już jedynym osiągnięciem życiowym kobiet, jedynym ich sensem. I dobrze, tyle że na nowo trzeba wyważyć proporcje. Podejście do macierzyństwa bardzo się zmieniło, jedno jest niezmienne – więź i miłość wymagają czasu. Odpowiadając na „potrzeby rynku”, psychologowie ukuli powiedzenie „wystarczająco dobra matka”. Parafrazując – nie wymagaj od siebie zbyt wiele, po prostu bądź. Nie staraj się być superwoman. Pozwól na niedoskonałość sobie i dziecku. W ostatecznym rozrachunku to my, nie nianie, jesteśmy odpowiedzialni za nasze dzieci. I one dość szybko wystawiają nam rachunek swoim trudnym, określanym przez fachowców jako nieadaptabilne, zachowaniem. Niestety, wtedy jest za późno na dorabianie kluczy do ich serca, ale zawsze warto próbować. Bo dzieci przestają nimi być w piorunującym tempie, a nianie dawno odebrały ostatnie pensje i ślad po nich zaginął. Mechanizm szukania winnych to zrzucanie odpowiedzialności. To my – rodzice – odpowiadamy za to, jak dziecko radzi sobie ze sobą i światem.