POLITYKA

Poniedziałek, 20 maja 2019

Polityka - nr 7 (2180) z dnia 1999-02-13; s. 72-73

Społeczeństwo

Jowita Flankowska

Niania z rewolwerem

Wyszło do szkoły. Albo na basen, do sklepu, na francuski czy na chwilę do koleżanki dwie ulice dalej. Samo, jak zawsze. Miało wrócić już dawno, ale ciągle go nie ma. Polakom najtrudniej jest uwierzyć, że ktoś je porwał.

Przy szesnastoletnim Karolu z Lubawy zatrzymało się Audi na fałszywych numerach rejestracyjnych, kiedy chłopiec szedł rano do szkoły. Mężczyzna, który wysiadł z auta, zmusił Karola, by szybko wsiadł z nim do samochodu. Tego dnia Karol nie pojawił się w szkole. - Poczta kurierska - usłyszało przez drzwi polsko-włoskie małżeństwo mieszkające w Aninie. Niczego złego się nie spodziewając, otworzyli nieznajomemu. Do domu wtargnęło czterech zamaskowanych mężczyzn. Kilka minut później odjechali porywając córkę - półtoraroczną Basię. Dwumiesięczna Karina z Wałbrzycha zniknęła z wózka, który konkubent matki zostawił na chwilę pod domem, kiedy poszedł po piwo i zapałki do pobliskiego sklepu.

Żywy lub martwy

Policyjne statystyki są bezwzględne. Z roku na rok liczba porywanych w Polsce dzieci rośnie. W 1990 r. porwano 45 dzieci. Cztery lata później w statystykach figurowała już okrągła liczba 100. Tylko w pierwszym półroczu 1998 r. porwano aż pięćdziesięcioro dzieci. Policja jest zdania, że na dobre wszystko zaczęło się dopiero po transformacji ustrojowej, "bo wcześniej tak nie było".