POLITYKA

Czwartek, 25 kwietnia 2019

Polityka - nr 51 (2634) z dnia 2007-12-22; s. 120-123

Nauka

Karol Jałochowski

Nic, czyli coś

Rozmowa z prof. Frankiem Wilczkiem, fizykiem uhonoro­wanym Noblem, o tym, czy Wszechświat gra jak z nut

Karol Jałochowski: – W obliczu tak onieśmielającego rozmówcy dziennikarzom zdarza się doświadczyć gwałtownego, znanego ze szkolnych koszmarów uczucia, że nie odrobiło się lekcji, a dzwonek tuż tuż. Próżnia doskonała. Nasuwa się wówczas pytanie o to, czy coś piszczy w pustce?

Frank Wilczek: – Ano właśnie! Pusta przestrzeń wcale nie jest pusta. Wiele się w niej dzieje. Badania nad nią to wielki rozdział nauki XX w.

Po pierwsze, próżnię wypełniają fluktuacje kwantowe [chwilowe, lecz zachodzące nieustannie zmiany ilości energii w pewnym punkcie przestrzeni; być może cały Wszechświat powstał z niczego właśnie jako fluktuacja kwantowa – przyp. red.]. Cząstki nieustannie rodzą się, by po chwili umrzeć. Nazywamy je cząstkami wirtualnymi. Są ich roje. Pojawiają się w naszych równaniach, a że wpływają na zachowanie obiektów, które potrafimy dostrzec, więc nie mamy wątpliwości co do ich istnienia. W fizyce używamy ich na co dzień. Gdybyśmy je odtrącili, otrzymywalibyśmy błędne rozwiązania.

W próżni dzieją ...

Betsy Devine zakochała się we Franku Wilczku w 1972 r. Na swoim blogu „Now with even more funny ha-ha and peculiar” wspomina: „Szczęśliwie dla mojego materiału genetycznego było to lato rozgrywki Fischer-Spasski”. Studenci Uniwersytetu Princeton, a wśród nich 21-letni student fizyki Wilczek i jego przyszła żona, studentka informatyki Devine, zasiedli przed jedynym w akademiku telewizorem, by śledzić szachowe zmagania zimnowojennych gigantów. „Trudno mi było nie zauważyć, że zawsze, gdy Frank Wilczek wykrzykiwał – »Pionem na króla!« – Boris Spasski albo Bobby Fisher robili to, co powiedział. I nawet kiedy Frank nie zgadzał się z resztą sali – my krzyczeliśmy »Bij gońca!«, ale Frank wrzeszczał »Bij skoczka!« – prawdziwi szachiści robili to, co sugerował Frank, a nie my. Powiedziałam do siebie, że »to jest bardzo bystra osoba i chciałabym ją poznać lepiej«”. Intuicja nie zwiodła Betsy Devine. Rok później doktorant Wilczek wraz ze starszymi o 10 lat H. Davidem Politzerem i Davidem Grossem z sukcesem ukończyli obliczenia, za które w 2004 r. otrzymali Nagrodę Nobla. Trzech amerykańskich uczonych uhonorowano za odkrycie tzw. asymptotycznej swobody, sprzecznej z codzienną intuicją zasady, wedle której cząstki elementarne, zwane kwarkami, tym słabiej ze sobą oddziaływają, im bliżej siebie się znajdują. Ujmując rzecz w skrócie, asymptotyczna swoboda tłumaczy, dlaczego Wszechświat, a w nim my, ma masę i nie rozpada się na drobne kawałki (w każdym razie nie natychmiast). Jednak i pozostałe teorie autorstwa i współautorstwa Wilczka mają zasadnicze znaczenie dla zrozumienia podstawowych praw, którym podlega rzeczywistość. Ponad 30 lat, dzielące odkrycie w Princeton od uroczystości w Sztokholmie, to czas, którego fizycy doświadczalni potrzebowali, by potwierdzić teoretyczne pomysły Grossa, Politzera i Wilczka. Frank Wilczek to żywy dowód na to, że badania naukowe mogą sprawiać prawdziwą radość, a nadmiar mocy umysłu może być uwalniany w postaci wybornego poczucia humoru, na które odporność wykazują chyba tylko polscy słuchacze jego wykładów (noblista gościł niedawno w Polsce). To również pełen werwy, utalentowany literacko popularyzator nauki, godny następca kanonicznego Richarda Feynmana (panowie byli zresztą przyjaciółmi). W Polsce ukazała się właśnie napisana wspólnie przez Franka Wilczka i Betsy Devine świetna książka „W poszukiwaniu harmonii. Wariacje na tematy z fizyki współczesnej”. Natomiast na Zachodzie niedawno premierę miał inny wyborny zbiór zapisków tej samej pary – „Fantastic Realities. 49 Mind Journeys and A Trip to Stockholm”. Należy wyjaśnić, że owszem, Frank Wilczek ma polskie korzenie (jego ojciec był urodzonym w USA dzieckiem emigrantów spod Przemyśla i Warszawy), ale uczony nie mówi po polsku. Obecnie pracuje w Centrum Fizyki Teoretycznej Massachusetts Institute of Technology w USA. We Wszechświecie, w którym wszystko nieustannie się zmienia, jedna rzecz pozostaje jak dawniej. Frank wciąż jest mężem Betsy Devine.