POLITYKA

Niedziela, 19 maja 2019

Polityka - nr 40 (2213) z dnia 1999-10-02; s. 70-71

Społeczeństwo

Adam Szostkiewicz

Nie będzie czarnej listy

Niektóre sprawy zgłaszane do nas od razu oddalamy; gdy na przykład któreś z rozwodzących się małżonków twierdzi, że kryzysowi uczuć winna jest sekta, bo zawładnęła sercem męża czy żony, albo gdy zgłasza się szef jakiejś firmy i oskarża firmę-konkurenta o konszachty z jakąś sektą. Informacje, które otrzymujemy od jednostek administracji państwowej, sprawdzamy, ilekroć mamy wątpliwości, prosząc o dodatkowe szczegóły i uzupełnienia.

Od piętnastu lat zajmuje się pan walką z sektami. Czy jest jakiś osobisty motyw tego zaangażowania?

Nie, nie ma. Zajmuję się tym, bo poprosił mnie o to ówczesny premier.

Tym premierem był socjalista Pierre Maurois. Jak wytłumaczyć, że w państwie o silnej tradycji rozdziału państwa i religii szef rządu, i to lewicowego, poprosił pana o takie usługi?

Wiele francuskich rodzin żaliło się, że ich dzieci znalazły się w szkołach wyjętych spod jakiejkolwiek kontroli. Mieliśmy też wrażenie, że niektóre sekty - nie mówię tu o wszystkich nowych ruchach religijnych - mogą być wykorzystane przez obce wywiady w celu gromadzenia informacji typu gospodarczego. Jednak w żadnym wypadku nie ingeruję w sferę osobistych przekonań jednostki. Państwo francuskie nie wtrąca się do stowarzyszeń religijnych czy światopoglądowych. Podstawową funkcją państwa jest zapewnienie wolności każdemu obywatelowi.

Co w pańskim rozumieniu jest niebezpieczną sektą?

W moim rozumieniu sekta z definicji jest niebezpieczna. ...