POLITYKA

Niedziela, 19 maja 2019

Polityka - nr 13 (2698) z dnia 2009-03-28; s. 67-69

Kultura

Mariusz Czubaj

Nie dla idiotów

27 marca 1959 r., dzień po śmierci pisarza, w „New York Timesie” ukazał się lakoniczny nekrolog: „Zmarł Raymond Chandler, lat 70. Pisał wybitne powieści detektywistyczne. Stworzył Philipa Marlowe’a, bohatera »Głębokiego snu« – zwrócił na siebie uwagę jajogłowych”.

W „Długim pożegnaniu”, mniej więcej w połowie zawiłego śledztwa, które prowadzi Marlowe, nastaje wreszcie typowy, bezbarwny dzień w życiu detektywa. Najpierw więc w jego biurze pojawia się olbrzym o nazwisku Kuissenen („mógł mnie uderzyć w głowę moim własnym biurkiem” – konstatuje Marlowe) i domaga się, by prywatny śledczy pomógł rozprawić się z sąsiadką, która truje mu psa. Gdy zostaje odprawiony z kwitkiem, wkracza kobieta („mało rozgarnięta” – czytamy) i chce, by detektyw zaszantażował pewną dziewczynę.

Gdy i jej Marlowe odmawia, pojawia się niejaki Edelweiss, który pragnie, by główny bohater odnalazł jego żonę, która wypuściła się do Honolulu z pewnym fryzjerem. Sprawa okazuje się prosta, Marlowe namierza poszukiwaną, inkasuje śmieszne 20 dol., by w końcu stwierdzić: „Bóg jeden wie, dlaczego człowiek nie rzuca tego zawodu. Nie dochodzi się przecież do majątku i nieczęsto odczuwa jakąś większą satysfakcję. Czasami człowieka pobiją, czasami do niego strzelają, a czasami wpakują do kryminału. No i zdarza się, iż wbrew swojej woli ...