POLITYKA

Piątek, 23 sierpnia 2019

Polityka - nr 29 (2513) z dnia 2005-07-23; s. 68-69

Nauka / Ludzie i katastrofy

Edwin Bendyk

Nie licz na Noego

Co decyduje, że jedne społeczeństwa lepiej sobie radzą z zagrożeniami, a inne pogrążają się w chaosie. Naukowcy przez cztery lata badali zachowania Amerykanów po atakach 11 września i doszli do szokujących wniosków. Doświadczenie Londynu zdaje się te prawdy potwierdzać.

W chwili ataku, o godz. 8.46, w obu budynkach WTC przebywało około 17 500 osób. Spośród 2749 śmiertelnych ofiar tej tragedii 2180 pracowało w WTC. Blisko 1400 osób nie miało żadnych szans, zostały uwięzione powyżej 91 piętra w pierwszym drapaczu chmur, gdy eksplozja odcięła im wszelkie drogi ratunku, a ewakuacja za pomocą helikopterów okazała się niemożliwa. Przeszkadzał dym i wysoka temperatura. Z kolei ewakuacja tych, którzy znaleźli się niżej, była utrudniona, gdyż praktycznie nie działał system powiadamiania alarmowego. Ludzie byli zdani tylko na siebie.

16 minut

Uderzenie w drugą wieżę nastąpiło o godz. 9.02. Zaledwie 16 minut różnicy, ale aż dwukrotnie mniej ofiar śmiertelnych. Czy to więc czas był czynnikiem decydującym? Odpowiedzi m.in. na to pytanie podjął się amerykański National Institute for Standards and Technology (NIST – Narodowy Instytut Standardów i Technologii), jedna z najbardziej renomowanych państwowych placówek naukowych w Stanach Zjednoczonych. Eksperci NIST pracowali nieustannie ponad trzy lata, by zbadać wszelkie aspekty wrześniowego ataku. Sekunda po sekundzie i centymetr po centymetrze przestrzeni WTC. Wynikiem tych prac jest wstępny, wielotomowy raport, któ...