POLITYKA

Wtorek, 21 listopada 2017

Polityka - nr 28 (3118) z dnia 2017-07-12; s. 30-31

Społeczeństwo

Violetta Krasnowska

Nie ma sprawy

Daniel Obajtek, wójt Pcimia, który robi zawrotną karierę w państwie PiS, nie będzie sądzony. Prokuratura wycofała jego sprawę z sądu. Skoro prezes Kaczyński, premier Szydło, wicepremier Gowin mówią, że jest niewinny – to tak musi być.

Prezes PiS już w 2011 r. nie mógł się nachwalić Daniela Obajtka. „Będziemy rządzić Polską jak Obajtek Pcimiem” – mówił wówczas, w kampanii parlamentarnej. Chętnie wykorzystywał ukuty wtedy zwrot „Daniel – Wszystko Mogę – Obajtek”, zestawiając go z „Donald – Nic Nie Mogę – Tusk”. Wójt Pcimia z entuzjazmem brał udział w kampanijnej grze (by wspomnieć przywiezienie na konferencję Jarosława Kaczyńskiego folii dla producenta papryki, który skarżył się premierowi Tuskowi, czy malowanie z Beatą Szydło ścian w pcimskiej szkole, w koszulkach z napisem „damy radę”).

Nim wystartowała kampania wyborcza w 2015 r., do Obajtka weszło CBŚ. 15 kwietnia 2013 r. zatrzymano go m.in. pod zarzutem przyjęcia korzyści majątkowej w wysokości 50 tys. zł. Prokuratura wystąpiła o areszt, sąd nakazał jednak wypuścić wójta.

Po wygranych przez PiS wyborach wójt awansował. Gdy został prezesem Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, jego sprawa była już w sądzie. Minister rolnictwa kwitował, że o sprawie wie, ale „nie ma wątpliwości, że nie utrudni ona pracy prezesowi, bo ten w świetle prawa jest osobą niewinną”. Jarosław Gowin, były minister sprawiedliwości w rządzie PO i PSL, nawet bez zaglądania w akta sprawy deklarował, że „Obajtkowi postawiono zarzuty kompletnie wyssane z palca, to postać wybitna, a działania prokuratury wobec niego są równie kompromitujące jak atak na Romana Kluskę”.

Akt oskarżenia Prokuratura Okręgowa w Ostrowie Wielkopolskim skierowała do sądu w Sieradzu w październiku 2013 r. Są w nim nazwiska 8 osób, między innymi Daniela Obajtka. Główną postacią jest Maciej C. z Działdowa. Zdaniem prokuratury przemocą i groźbami wymuszał zwroty wierzytelności – rzeczywistych, jak i pozornych, a pomagali mu właściciele potężnych, łysych karków, obwieszeni złotymi łańcuchami. Próbka działalności: w 2003 r. w celu wymuszenia 1 tys. zł ludzie Macieja C. zakuli człowieka w kajdanki, wsadzili do poloneza i wywieźli, bili, grozili mu bronią, przybyłej na miejsce jego matce grozili, że go zastrzelą, aż im zapłaciła. Innemu, też dla tysiąca złotych, przywiązali linkę do nogi, a następnie podtapiali wielokrotnie, wrzucając do rzeki (uratowali go policjanci). Dodatkowo Maciej C. zmuszał ludzi do odpracowywania ciągle narastających, rzekomych długów. Zmuszał ludzi do zakładania firm i wyłudzania towarów.

Przetarg nie wyszedł

Jeden z zarzutów postawionych Maciejowi C. dotyczy przekrętów na służącym do produkcji PCV granulacie. Wspólnikiem oszustwa miał być właśnie Daniel Obajtek. Od niego zresztą wszystko miało się zacząć. Był kierownikiem zakładu Elektroplast w Stróży. Zdaniem śledczych wspólnie z niejakim Markiem N. Maciej C. miał kupować kradziony granulat od kierownika innego zakładu – z Bydgoszczy, następnie sprzedawać go zakładom Elektroplast, przy okazji fałszując ilość materiału i przywłaszczając pieniądze. Prokuratura wyliczyła straty Elektroplastu na ponad 1 mln zł.

Ów proceder opisano, opierając się na zeznaniach m.in. Mariusza F., który przyznał się do winy. On poznał Macieja C. z Danielem Obajtkiem. Po wymianie telefonów miało dojść do kolejnych spotkań. Maciej C. postanowił przejąć interes granulatowy, jaki robił Mariusz F. z Obajtkiem – poprzez Marka N., który miał się wszystkim zajmować. Syn Marka N. Artur początkowo miał tylko założyć na siebie firmę, przez którą przechodził granulat dla Elektroplastu (a także fikcyjne faktury), ale gdy ojciec nagle zniknął, Maciej C. wtajemniczył Artura we wszystko.

W prokuraturze ten zeznał o miejscach spotkań, rozliczeniach, także obszernie o udziale Daniela Obajtka. Opowiedział, że po wpłynięciu pieniędzy na konto firmy następnego dnia wiózł pieniądze Obajtkowi. Według zeznań jedynie co 3.–4. transakcja znajdowała odzwierciedlenie w rzeczywistości. Interes się skończył, bo wiosną 2004 r. firma w Bydgoszczy, z której „bokiem” wychodził granulat, została zamknięta. Artur N. zeznał, że Obajtek nie był z tego zadowolony, gdyż, jak miał powiedzieć, „uciekają mu pieniądze”.

W trakcie śledztwa wyszedł wątek korupcyjny. Okazało się – i przyznawał to również sam Obajtek – że w 2010 r., sześć lat po zamknięciu procederu z granulatem, Maciej C. skontaktował się z nim ponownie. Doszło do spotkania. C. chciał „wejść” w inwestycje gminne. Wójt powiedział o planowanej dużej inwestycji związanej z siecią wodno-kanalizacyjną. Spotkań było więcej. Według zeznań jednego z oskarżonych Maciej C. kazał mu wręczyć wójtowi kopertę z 50 tys. zł.

Firma wystawiona przez Macieja C. odpadła jednak w przetargu. Ze złożonych zeznań wynika, że C. winił za to swojego podwładnego i na niego nałożył obowiązek zwrócenia „wyłożonych 50 tys. zł”. Ale pretensje miał też do wójta. Na początku wiosny 2011 r. ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]