POLITYKA

Niedziela, 19 maja 2019

Polityka - nr 36 (2157) z dnia 1998-09-05; s. 15

Wydarzenia

Zdzisław Raczyński

Nie odejdę!

Wątpliwości co do swojej dobrowolnej dymisji, do której wezwała go specjalną uchwałą Duma Państwowa, rozwiał sam Borys Jelcyn. W piątkowym wywiadzie telewizyjnym oświadczył krótko: "Nie zamierzam rezygnować. Bardzo trudno mnie usunąć, a zważywszy mój charakter jest to praktycznie niemożliwe".

Moskiewska "Trybuna", która nie jest bynajmniej organem wściekłej opozycji komunistycznej, lecz poważną gazetą, finansowaną przez Gazprom, wyszła w piątek, 21 sierpnia pod krzyczącym tytułem: "Jelcyn żyje, ale tego można się tylko domyślać". Na tle pogłębiającego się kryzysu, padającego rubla i telewizyjnych obrazków, pokazujących ludzi szturmujących banki, wszelkie pogłoski wydawały się w pełni wiarygodne, a rewolucyjny nastrój wcale nie przesadny. Nic nie jest jednak lepszą zapowiedzią długiego żywota niż fałszywa wiadomość o śmierci. Jelcyn w swoich wspomnieniach pisze, że podczas chrztu pijany pop omalże go nie utopił. Może dlatego rosyjski prezydent wciąż utrzymuje się na powierzchni i pokazuje figę autorom nekrologów o swojej politycznej śmierci.

Trzeba mieć bardzo krótką pamięć, aby oczekiwać dobrowolnej dymisji od polityka, który nie zawahał się w obronie swojej władzy wydać rozkaz strzelania do parlamentu i który tylko raz w życiu, gdy był pod narkozą na stole operacyjnym, zgodził się na krótkie przekazanie guzika atomowego swemu konstytucyjnemu następcy. Jelcyn zdaje sobie jednak sprawę, że jego czas i biologiczny, i polityczny dobiegają końca. Jeś...