POLITYKA

Poniedziałek, 27 maja 2019

Polityka - nr 38 (2419) z dnia 2003-09-20; s. 95

Społeczeństwo / Sport / Rajdy

Paweł Jarząbek

Nie smarują, nie jadą

Kilka lat temu za sprawą sukcesów Krzysztofa Hołowczyca rajdy samochodowe stały się nagle jedną z popularniejszych dyscyplin sportowych w Polsce. Teraz, wskutek restrykcyjnych przepisów o reklamie, sponsorzy zniknęli, a sport rajdowy wygasił silniki.

Przystojny i rezolutny, niebojący się kamer i mikrofonów kierowca z Olsztyna stał się prawdziwą medialną gwiazdą. Po zdobyciu tytułu Mistrza Europy w 1997 r. zaczął się pojawiać w telewizji – w licznych reklamach i programach rozrywkowych. Ludzie z nim związani potrafili przekuć jego sukcesy na codzienną popularność.

Dzięki fascynacji Hołowczycem zyskał cały polski sport rajdowy. Pomimo że kibiców ta dyscyplina zawsze miała sporo, to wcześniej przez lata była traktowana po macoszemu. Brakowało relacji z rajdów w telewizji, prasie i radiu. Aż nagle drgnęło. Bo jeśli na krakowskie Błonia przychodzi na prolog Rajdu Polski kilkadziesiąt tysięcy ludzi traktujących Hołowczyca jak polskie skrzyżowanie Elvisa Presleya z Juhą Kankkunenem; jeśli kibice pędzą z odcinka specjalnego na odcinek, blokując przy tym pół miasta, jeśli nagle rajdowcy (nie tylko Hołowczyc) zyskują możnych sponsorów – to jest już temat.

Minęło kilka lat i w tymże Krakowie, który szalał na punkcie Rajdu Polski, z ...