POLITYKA

środa, 20 lutego 2019

Polityka - nr 14 (2239) z dnia 2000-04-01; s. 64-66

Historia

Jerzy Morawski

Nie takie rzeczy zobaczycie

Skąd się wziął u Edwarda Ochaba odruch sprzeciwu?

Edward Ochab stwarza pewien kłopot. Trudno go dziś uznać za wzór niezłomnej postawy, a jednak dał jej dowód w marcu 1968 r. Zastanawia źródło niepokorności w człowieku uczestniczącym przez lata we władzach komunistycznych, bezwzględnych i dyktatorskich, gdzie wszelkich rozterek moralnych – o ile w ogóle je miał – wyzbyć się musiał natychmiast.

Leopold Tyrmand w „Dzienniku 1954” tak pisał o Edwardzie Ochabie: „The strong man of the party, zwalisty, ciężki rzeźnik o mięsistej, odpychająco ograniczonej twarzy polskiego kołtuna”. Ochaba uważano za stalinistę, dogmatyka, ślepego na zło, które lęgło się wokół. – Wierny partii aż do bólu. Ma mentalność kapepowską – mówiono o takich jak on.

Stalin powiedział o nim „charoszyj i zubastyj bolszewik”. To wystarczyło – uchodził za następcę Bolesława Bieruta. Wiosną 1956 r. został I sekretarzem KC PZPR. Po kilku miesiącach, w październiku, ustąpił na rzecz Władysława Gomułki. Widząc zachwyt towarzyszy rzucił: „Wiesław wam jeszcze pokaże”.

Dwanaście lat później w proteście przeciwko hecy antysemickiej, jak sam określił wydarzenia marcowe, zrezygnował z dekoracyjnej roli przewodniczącego Rady Państwa i członka Biura Politycznego.

Ochab nie stchórzył

Józef Światło, zbiegły na Zachód w połowie lat pięćdziesiątych wysoki funkcjonariusz bezpieki, wyjawił, że uległość i lojalność Ochaba wynikała z faktu, ...