POLITYKA

Czwartek, 25 kwietnia 2019

Polityka - nr 51 (2172) z dnia 1998-12-19; s. 49-50

Kultura

Artur GórskiMaja Wolny  [wsp.]

Nie tracić czasu

85 lat temu ukazała się pierwsza część największego dzieła Prousta "W poszukiwaniu straconego czasu". Książki, w której - jak powiedział jeden z paryskich wydawców, odrzucając rękopis - przez trzydzieści stron facet przewraca się z boku na bok, bo nie może zasnąć. Być może niedługo w polskich księgarniach ukaże się nowe wydanie tego dzieła. Czy dzisiejszy czytelnik, żyjący w nieustannym pędzie, zrozumie nostalgiczne tęsknoty, o których Proust pisał na kilku tysiącach stron?

Pewna Amerykanka z Rzymu po lekturze "Straconego czasu" przysłała autorowi list z następującą prośbą: "Drogi Panie Marcelu, niechże Pan zaprzestanie pozerstwa i zstąpi na ziemię. Proszę mi w dwóch zdaniach wyłożyć to, co Pan chciał w swym utworze wyrazić".

Ale to było na początku naszego wieku; czy dziś, w dobie fascynacji nadchodzącym stuleciem, i to niemal wyłącznie w wymiarze technologicznym, literatura Prousta jest komukolwiek - oprócz literaturoznawców - potrzebna? Czy oddajemy się jej wyłącznie dla snobizmu (bo jednak klasykę trochę wypada znać), czy też dostarcza nam ona autentycznej przyjemności? Okazuje się, że moda na Prousta powraca i to w wielu wymiarach - również w Polsce.

Jeden z tegorocznych numerów "Literatury na Świecie" poświęcony został twórczości tego pisarza i zawierał nowe przekłady jego tekstów, zwiastując zresztą - o czym za chwilę - nową edycję "W poszukiwaniu straconego czasu". W księgarniach ukazała się zabawna biografia pisarza, pióra młodego francuskiego krytyka ...