POLITYKA

Sobota, 16 grudnia 2017

Polityka - nr 10 (12) z dnia 2017-10-04; Niezbędnik Inteligenta. 2/2017. Postczłowiek; s. 50-51

Człowiek 2.0

Jacek Kubiak

Nie tylko czas leczy rany

Czy już niedługo uszkodzenia skóry będą się goić szybko i bezproblemowo?

Organizm człowieka ma ograniczone zdolności regeneracyjne. Zarezerwowane są one właściwie tylko dla dwóch organów: wątroby i skóry. Homo sapiens nie jest zdolny do odtworzenia ręki, nogi czy nawet małego palca. Przyroda pod tym względem nie jest sprawiedliwa. Gąbki, stułbie, meduzy, płazińce (np. znany z lekcji biologii wypławek) regenerują się skuteczniej. Z niewielkiego fragmentu ciała mogą odtworzyć cały organizm. U innych przedstawicieli fauny jest już gorzej. Chociaż stonoga może wyhodować sobie nową kończynę w miejsce utraconej, a jaszczurce zwince odrośnie oderwany ogon – będzie on już zwykle krótszy i gorzej uformowany od pierwotnego.

Ssaki takich zdolności nie mają wcale. Jedynie embriony ludzkie mogą odtwarzać duże części ciała, jeśli ubytek nastąpił na bardzo wczesnym etapie rozwoju. To dzięki temu do badań prenatalnych można pobierać komórki zarodków zwane blastomerami. Również rany płodów goją się bez pozostawiania śladów w postaci blizny. Zatem człowiek ma zdolności regeneracyjne, tyle tylko, że z czasem większość traci.

Są jednak w ludzkich organizmach komórki, które różnicują się w wiele tkanek. Nazywa się je macierzystymi. Mezenchymalne komórki macierzyste, które występują np. w tkance tłuszczowej albo w galarecie Whartona wypełniającej pępowinę noworodka, mogą tworzyć w warunkach hodowli in vitro komórki kości, chrząstki, tkanki tłuszczowej, a nawet neurony, czyli komórki nerwowe. To m.in. dzięki nim człowiek szczątkowo zachowuje możliwość regeneracji. Przecięte mięśnie się zagoją, ale nie odtworzą w pełni sprawnego bicepsa. Zoperowane jelito zrośnie się, ale utracona jego część nie zostanie odtworzona i po prostu będzie ono krótsze. Ale bez choćby częściowej zdolności odtwarzania powłoki ciała gatunek ludzki po prostu by nie przetrwał.

Regeneracji skóry, czyli gojenia się ran, doświadczył każdy. Bo każdy doznał drobnych urazów ciała. Wie więc, że przecięcie skóry powoduje krwawienie, które trzeba jak najszybciej zatamować. Owszem, organizm dysponuje wieloma środkami obronnymi ułatwiającymi powstrzymanie krwawienia. Najważniejszym z nich jest krzepliwość krwi. Obecne w niej trombocyty pod wpływem kontaktu z tlenem z powietrza zlepiają się ze sobą i tworzą czop płytkowy, hamując dopływ krwi. Białko fibrynogen zmienia się we włóknistą fibrynę i zatyka przerwane naczynia krwionośne oraz wnętrze rany, tworząc początkowo galaretowaty i miękki strup, który później twardnieje. To można zaobserwować gołym okiem.

Ale w głębi rany odbywa się skomplikowany proces regeneracji ubytku, a z jego przebiegu mało kto zdaje sobie sprawę. Najpierw występuje lokalny stan zapalny. Zewnętrznym jego objawem jest opuchnięcie i zaczerwienienie. W okolice rany napływają komórki układu immunologicznego – limfocyty, monocyty, neutrofile i makrofagi – które oczyszczają ranę z martwych fragmentów tkanek i bakterii. Dopiero wówczas może nastąpić zasadnicza faza gojenia. Polega ona na namnażaniu się komórek wypełniających ubytek. Dzielą się głównie dominujące w skórze keratynocyty i fibroblasty. Te ostatnie odkładają też kolagen zapewniający jędrność i elastyczność odtworzonej powłoki.

Następnym etapem jest przebudowa nowo powstałych tkanek tak, by odtworzyć strukturę sprzed urazu. Wytwarza się naskórek, odpada strup i pojawia blizna. Powstają również nowe naczynia krwionośne. Porządkuje się układ włókien kolagenu. Może to trwać bardzo długo, nawet całe lata.

Wszystkie fazy muszą być dokładnie kontrolowane i koordynowane, aby gojenie było efektywne. W przypadkach bardziej skomplikowanych, z dużymi obszarami martwicy zniszczonych tkanek, do których wdaje się również zakażenie bakteryjne lub grzybicze, proces ten może się bardzo komplikować, przedłużać, a nawet, jak przy tzw. stopie cukrzycowej, być zupełnie wstrzymany.

Każdy marzy o tym, by gojenie jego ran było jak najszybsze i w miarę możliwości bezbolesne. Medycyna regeneracyjna ma więc tu olbrzymie pole do popisu. Jedną z eksplorowanych obecnie metod jest zastosowanie komórek macierzystych. Mezenchymalne, uzyskiwane z tkanki tłuszczowej pacjentek, są już skutecznie stosowane w rekonstrukcji piersi po mastektomii. W Polsce takimi zabiegami zajmuje się m.in. zespół prof. Zygmunta Pojdy z Centrum Onkologii – Instytutu im. Marii SkłodowskiejCurie w Warszawie. Ma to wiele wspólnego z gojeniem, bo pozwala na uzupełnienie wyciętej tkanki podobnie jak dzieje się to w ranach. Dodatkowo zabieg można precyzyjnie zaplanować i pobrać komórki odpowiednio wcześniej, aby namnożyć je w hodowli laboratoryjnej przed podaniem pacjentce.

W przypadku wykorzystania komórek macierzystych przy gojeniu ran lekarze nie mają takiego komfortu, ponieważ zabiegi muszą być wykonane bardzo szybko, bez przygotowania. Ale komórki macierzyste są w dość niskim stopniu immunogenne, co oznacza, że ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]