POLITYKA

Poniedziałek, 27 maja 2019

Polityka - nr 11 (2645) z dnia 2008-03-15; s. 96-98

Ludzie / Obyczaje

Edyta Gietka

Nie umrzeć nie w porę

Stare matki starych, upośledzonych ni to dzieci, ni dorosłych budują dla nich Dom Dożywotniej Opieki. Jak już go zbudują, będą mogły spokojnie umrzeć.

Adaś, 51 lat, musi mieć matkę w zasięgu wzroku

Maria Rogowska budzi tęgiego mężczyznę z kapucyńską łysiną na czubku głowy. Dobrze, żeby sprawy fizjologiczne załatwił w domu, nie w ośrodku, bo załatwia je nieporządnie. Matka obmywa Adasia, ubiera, potem goli. – Spokojnie Adaś – walczy ze sztywnym ciałem. Drzwi do łazienki nie mają klamki, bo Adaś nie umie ich otwierać.

Matka kroi chleb z masłem na cząstki. Popity mięknie w ustach, bo Adaś nie ma górnych zębów. Walczy z cząstką chleba, zaciskając zgryz nienaturalnie w podkówkę. Adaś umie powiedzieć „mama”, „u”, a nawet „rrr”. Kubek z herbatą dzwoni o dolne zęby. Matka nakłada Adasiowi rękawiczkę na jedną rękę, bo Adaś ma manię: skubanie jednej dłoni drugą. Posłuszny. Nie zdejmie tej rękawiczki, dopóki nie wróci ze szkoły zwanej szkołą życia. Trafiają tam ni to dorośli, ni to dzieci na terapię, która po ludzku nazywa się uspołecznieniem. Dla Adasia to życie, dla matki też, bo do 15.00 zbierze sił...