POLITYKA

środa, 20 marca 2019

Polityka - nr 9 (2694) z dnia 2009-02-28; s. 84-85

Ludzie i obyczaje

Marcin PiątekTadeusz Olszański

Nie z żelaza

Kamili Skolimowskiej raczej nie zabił sport, ale splot nieszczęśliwych okoliczności.

Po śmierci Kamili Skolimowskiej słychać mantrę: takie tragedie będą się zdarzać coraz częściej, bo sport zaprzedał duszę pieniądzu. Szczytne ideały odrzucono w kąt, większością dyscyplin rządzą dziś sponsorzy i telewizje. Kto chce się liczyć, niech wchodzi do kieratu. I niech zmierzy się z dylematem: poprzestać na dozwolonych odżywkach czy skusić się na specyfiki, które w wielkiej sportowej aptece sprzedawane są spod lady?

Bo ludzie wiedzą swoje. I piszą na forach internetowych: Kamilę zabił koks. A nawet gdyby była czysta, to gdzie taki sport dla kobiety? Żeby posłać czterokilogramowy młot na odległość ponad siedemdziesięciu metrów, trzeba wcześniej katować się na siłowni. A tam przerzucone ciężary liczy się w tonach.

Kamila bierze młot do ręki, zanim jeszcze ta dyscyplina stanie się konkurencją olimpijską. Córka dyskobolki i ciężarowca, duża dziewczyna, szuka ujścia dla wewnętrznej energii. Za pierwszym razem chce zawstydzić starszego brata, trenującego rzut dyskiem. Młot leci prawie trzydzieści metrów. Trenerom bieleje oko. Kilka ...