POLITYKA

Niedziela, 19 maja 2019

Polityka - nr 10 (3201) z dnia 2019-03-06; s. 9

Ludzie i wydarzenia / Kraj. Komentarz

Ewa Siedlecka

Nie zadzieraj z prezesem

„Jeśli prokuratura wezwałaby mnie na przesłuchanie, to stawiłbym się, jestem obywatelem jak każdy inny” – zadeklarował Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla radia RMF. I dodał, że śledztwo, w jego przekonaniu, sensu nie ma.

I śledztwa nie ma. Choć w tym nieistniejącym śledztwie w sprawie Srebrnej dokonało się cudowne przeistoczenie. Austriak Gerald Birgfellner, który odważył się donieść do prokuratury na Jarosława Kaczyńskiego, że ten oszukał go, nie płacąc za wykonaną pracę, z pokrzywdzonego może stać się podejrzanym.

Pokrzywdzonym jest na razie in spe, bo śledztwa nie ma. Drugi miesiąc trwa tzw. postępowanie sprawdzające, które – według prawa – może trwać najwyżej 30 dni. W jego trakcie prokuratura robi, co może, żeby Austriaka zniechęcić do podtrzymania złożonego doniesienia. Został już ukarany grzywnami – w sumie 6 tys. zł – za niestawienie się na przesłuchania, których termin nie był z nim konsultowany. Grozi mu postępowanie karnoskarbowe za nieopłacenie VAT od faktur, które za swoje usługi wystawił Srebrnej. Faktury opiewają na 1,5 mln zł, zaś standardowy podatek VAT w takich przypadkach to 23 proc., a więc kwota „dużej wartości”, co może skutkować zaostrzeniem sankcji.

Może też dostać zarzut próby wyłudzenia pieniędzy od ...