POLITYKA

Poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Polityka - nr 30 (2514) z dnia 2005-07-30; s. 32-34

Kraj / Sekty

Jerzy Kowalczyk

Nieba kres

... i przybrali nowe imiona: Nie i Bo (razem Niebo), i stali się mężem i żoną, by począć siedmioro dzieci, pięciu chłopców, dwie dziewczynki. Najstarsze już dorastają. Chluby domów dziecka.

Na początku, kiedy Bogdan Kacmajor nie nazywał się jeszcze ani Bogiem, ani Drzewem Żywota, ani Jestem, Który Jestem, kiedy miał zaledwie kilka lat, otrzymał przedsmak przyszłych darów. Ujrzał w ogródku Szatana, „takiego dziecinnego jeszcze”, którego przegonił. Kijkiem. Ów pół człowiek, pół kozioł uciekł wówczas do kurnika, a stamtąd wybiegł już zwykły kogut.

Pod koniec lat 70., gdy Bogdan K. miał może z osiemnaście lat, ujrzał już piekło prawdziwe. To była niby zwykła noc w Krynicy Morskiej, plaża, obok dziewczyna. Nagle usłyszał głos: Siedź i patrz! I ujrzał: otchłań pędzącą ponad morzem szkieletów ryb. Gdy stąpał po nich, ulatywały one w przestworza jako ptaki. Zrozumiał wówczas, że gdzieś leży Państwo Tysiącletnie, w którym, jak głosi prawo: „Bóg ześle ducha na wszelkie ciało”.

Poszukiwał tego miejsca w sposób radykalny. W maturalnej klasie porzucił szkołę. Potem odmówił służby wojskowej, trafił za to do więzienia. A póź...