POLITYKA

Piątek, 20 kwietnia 2018

Polityka - nr 1 (2635) z dnia 2008-01-05; s. 92-97

Na własne oczy

Filip Springer

Niebo nad krawcem

W Szczecinku panowie około pięćdziesiątki wychodzą na balkony popeerelowskich bloków i zadzierają głowy. Gdy niebo jest bezchmurne, bez trudu rozpoznają Kasjopeję, Oriona, Saturna. A młodsi co sobotę po zmroku ustawiają teleskop na dachu pewnej kamienicy.

Krawiec-astronom Adam Giedrys zostawił testament-modlitwę: „Wyciągam ręce do Ciebie o Panie twierdzeniem Pitagorasa, myślą Einsteina, równaniem symboli i zagadką życia. Stworzyłeś świat materii i dusz, w którym jedyna jest moja, jedynie niepowtarzalna. Czuję ją zawsze, a szczególnie przy teleskopie, kiedy patrzę na Twoje dzieło, na okruch z tej niepojętej mnogości źródeł światła gwiazd”.

Sobota

Rano otworzy oczy i znów poczuje tę wolność. Wolność myślenia o pierwiastkach, całkach, tangensach, kotangensach. Myśl nieskrępowanie pobiegnie między słupkami liczb, osiami współrzędnych, wykresami i krzywymi sinusoid. Potem włoży kapcie i poczłapie do kuchni. Tak oto Daniel Pęcak, lat 17, uczeń Społecznego Liceum Ogólnokształcącego w Szczecinku, rozpocznie kolejny dzień życia. Akurat w sobotę.

Tak, tego dnia spotykają się w mieszkaniu krawca. On, Marcin, Tomek, Majkel, kilkunastu innych. I akurat dziś Daniel przedstawi im prawo grawitacji. Na zielonej tablicy, która z trudem już przyjmuje kolejne pociągnięcia kredy, rozrysuje wykresy i wzory. Oni będą słuchać cierpliwie, aż nastanie mrok. Wtedy wystawią na balkon niewielki teleskop i skierują go w niebo. Właśnie z mieszkania krawca (Szczecinek, ul. Kościuszki 10a/9) w sobotni wieczór. Ale te mury już nie takich rzeczy były świadkami.

Piątek

Szczecinek, piątek, 5 kwietnia 1963 r., krawiec-astronom Adam Giedrys za pomocą własnoręcznie skonstruowanego teleskopu sfotografował nieudaną misję radzieckiej sondy Łuna 4, która zamiast lądować na Księżycu, minęła go o ponad 8 tys. km i powędrowała w przestrzeń kosmiczną. Wieść o dokonaniu przez krawca obserwacji obiega świat. Media szaleją, Amerykanie się cieszą (przysyłają do Szczecinka gratulacje), władze są wściekłe. Ale same przyznały krawcowi 12 tys. zł na budowę obserwatorium i teleskopu na dachu kamienicy przy Kościuszki 10.

Cud

Skąd krawiec wiedział, gdzie patrzeć? Jak zbudował teleskop? I dlaczego akurat rzemieślnik z powiatowego miasteczka na Pomorzu zajmował się astronomią? Można powiedzieć, że to wszystko przez nerki.

W 1948 r. Adam Giedrys (ur. 26 marca 1918 r. w Sidabrach, okręg wileński), wraz z 23 innymi członkami Bojowych Oddziałów Armii (które były częścią AK), został skazany wyrokiem Sądu Wojskowego w Szczecinie na 5 lat więzienia za działalność wywrotową. Dostał jeden z najniższych wyroków, sześciu jego kolegów skazano na śmierć. On trafił do więzienia we Wronkach, potem przenoszono go kilka razy. I wszędzie bito. Opowiadał potem, że kopali go głównie po nerkach. To przez to ledwie żywy trafił do szpitala.

Ale tam, w szpitalu w Olsztynie, stał się cud. Lekarze postanowili uratować życie więźnia Adama Giedrysa. W chore nerki wdała się gruźlica, na pęcherzu moczowym pojawiły się wrzody. Tylko wycięcie jednej z nerek i części pęcherza mogło go ocalić. Dzięki kuracji eksperymentalnymi lekami, sprowadzanymi z zachodniej Europy, Giedrys powoli wracał do zdrowia. Dostał łóżko przy oknie, spędził w nim kilka miesięcy, nie mogąc spać. Patrzył za to nocami w niebo. Obiecał sobie, że jeśli przeżyje, to pozna głębię kosmosu.

„Było mi tam w szpitalu strasznie żal siebie, że tyle lat przeżyłem i nic właściwie nie zrobiłem” – powie później w jednym z wywiadów. Zaraz po powrocie do domu, w 1953 r., z soczewek od starych okularów wujka skonstruuje swoją pierwszą lunetę. I od tego czasu będzie patrzył w niebo. A wraz z nim spora część mieszkańców Szczecinka. Po dziś dzień.

Kawałek Księżyca

Krótko po sfotografowaniu Łuny 4 zaczęły przychodzić listy z konsulatu i ambasady amerykańskiej. Dla Amerykanów to była nie lada okazja, pstryczek w nos komunistycznym władzom. To z ambasady Giedrys przywoził filmy z pierwszych misji Apollo. Podczas projekcji na poddaszu kamienicy przy Kościuszki kłębiły się tłumy. W czasach czarno-białej telewizji krawiec-astronom puszczał ludziom kolorowe filmy z amerykańskich lotów na Księżyc. Korespondował z astronautami i astronomami z całego świata. Wkrótce pojawiły się zaproszenia na kongresy astronautyczne. Był w Budapeszcie, Pradze, Göteborgu, Brighton, Tokio, Pekinie. Na zaproszenie NASA zwiedzał siedzibę agencji w Houston, zawieźli go na przylądek Canaveral. Opowiadał potem, że w komorze ciszy słyszał pracę własnych organów.

W 1971 r. przed kamienicą zaparkowała czarna limuzyna. To przedstawiciele konsulatu USA w Poznaniu przywieźli do Szczecinka okruchy skały księżycowej, jeden z pierwszych owoców ludzkiej eksploracji Księżyca. Na Ziemię przyleciały wraz z astronautami misji Apollo 11. I nie Warszawa, nie Moskwa, ale powiatowy Szczecinek był pierwszym miastem w bloku sowieckim, i jednym z pierwszych miast na świecie, w których prezentowany był ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]