POLITYKA

Niedziela, 18 sierpnia 2019

Polityka - nr 33 (2517) z dnia 2005-08-20; s. 84

Fusy plusy i minusy

 P.

Niech żyje sport

Tegoroczne lekkoatletyczne mistrzostwa świata w Helsinkach przejdą do historii jako deszczowe i nudne. Jedną z nielicznych konkurencji, która rozgrzała publiczność, był rzut oszczepem i to głównie za sprawą reprezentanta Samoa Shaka Salo, prawdziwego sportowca, wiernego klasycznej olimpijskiej maksymie głoszącej, iż nie zwycięstwo się liczy, lecz sam start w zawodach. Pierwotnie ambitny Samoańczyk zamierzał wystartować w pchnięciu kulą, ale kiedy dotarł do Helsinek, medale w tej konkurencji były już rozdane. Chciał więc spróbować sił w rzucie dyskiem lub młotem, ale też było już za późno. Ostatecznie zdecydował się na oszczep, z którym to sprzętem – jak wyznał – miał kiedyś do czynienia, mianowicie w czasie polowania na ryby. Na rozbiegu trochę plątały mu się nogi, niemniej posłał oszczep na odległość 38 m, w następnym zaś starcie poprawił ustanowiony przed chwilą rekord życiowy o całe 3 m. Inni oszczepnicy rzucali dwa razy dalej, ale to Shaka Salo został moralnym zwycięzcą zawodów i ulubieńcem publiczności.

W ten sposób reprezentant ...