POLITYKA

środa, 22 maja 2019

Polityka - nr 2 (2537) z dnia 2006-01-14; s. 88-89

Społeczeństwo / Obyczaje / Zbrodnia niedoskonała

Igor T. Miecik

Niedaleko od szosy

W głośnej sprawie o zabójstwo taksówkarza na Zbigniewa B. wskazywało całe mnóstwo poszlak. Ale poszlaki to nie dowody, a dowodu nie było ani jednego. Nawet ciała ofiary. Warszawski sąd wątpliwości jednak nie miał. Policjant Zbigniew B. dostał dożywocie za zabójstwo z premedytacją, jego brat Paweł – 15 lat za współudział.

Ofiara

Z zeznań Haliny Koseckiej, żony Kazimierza: „18 października 2002 r. mąż wyszedł z domu nad ranem o 2.45 na umówione z klientem spotkanie. Wstałam, żeby się z nim pożegnać i odprowadzić do drzwi. Od wielu lat mąż dzwonił do mnie punktualnie o 6 rano, żeby mnie obudzić. Tego ranka nie zadzwonił”.

Agnieszka Kosecka-Wielgopolan, córka Kazimierza Koseckiego, oskarżyciel posiłkowy: Kiedy widziałam ojca po raz ostatni, opowiadał mi, że dzień lub dwa wcześniej miał telefon od człowieka, który zaproponował mu kurs poza Warszawę do miejscowości Ożarów koło Ostrowca Świętokrzyskiego. Ten człowiek przedstawił się jako detektyw i powoływał na wspólnego znajomego Ryszarda. Tata był człowiekiem dobrodusznym i bardzo łatwowiernym. Mówił mi, że po rozmowie uzmysłowił sobie, że żadnego Ryszarda nie zna. Prosiłam go, żeby oddzwonił do tego detektywa i dokładnie wszystko sprawdził. Ojciec stwierdził, że jestem przewrażliwiona. Powiedział: „Przecież mogę go zapytać, jak będziemy jechać”.

Zbigniew B.

Lat 28. Policjant, dzielnicowy na warszawskim ...