POLITYKA

Poniedziałek, 26 sierpnia 2019

Polityka - nr 39 (2523) z dnia 2005-10-01; s. 48-50

Świat / Po wyborach

Adam Krzemiński

Niemcy w ożywczej rozsypce

Niemcy roku 2005 to kraj wewnętrznie popękany i pozbawiony kompasu. Dwa zdjęcia na pierwszych stronach gazet – dwoje konkurencyjnych tryumfatorów, Angela Merkel i Gerhard Schröder, z prawie równym wynikiem wyborczym – najlepiej oddają niemiecką schizofrenię.

Wyborca nie dał politykom wyraźnego sygnału, jakiej oczekuje polityki. Ale pokazał, że w kraju jest wyraźna większość lewicowo-ekologiczna i nie ma liczącej się siły skrajnej prawicy, której tak się obawiano po niedawnych sukcesach neonazistów z NPD i DVU. Takie jest pierwsze wrażenie. Ta „lewica” wymaga jednak cudzysłowu, ponieważ SPD Schrödera, Zieloni Fischera i nowa Partia Lewicy Gysiego i Lafontaine’a nie są w stanie zasiąść przy jednym stole, nie mówiąc już o wypracowaniu wspólnej polityki i przejęciu odpowiedzialności za kraj.

Lewicowi...

Lewica ma większość, dokładnie taką samą, jak w 1998 r., gdy odchodził Helmut Kohl, około 51,5 proc., podczas gdy tzw. obóz mieszczański ma jedynie około 45 proc. Więcej: aż w dwunastu landach w obecnych wyborach wygrali socjaldemokraci – tak straszliwie przecież karani od 2003 r. w wyborach do landtagów za społeczne reformy Agendy 2010. Nawet w Nadrenii Północnej-Westfalii, którą SPD straciła w maju, co było przyczyną rozpisania ...

Zwycięstwa nie będzie

W wyborach do Bundestagu chadecy (CDU/CSU) zdobyli 35,2 proc. głosów, natomiast SPD niecały procent mniej. Wybory w Dreźnie, które odbywają się w późniejszym terminie z powodu śmierci jednego z kandydatów, niewiele zmienią. Różnica może wynieść jedno lub dwa miejsca w Bundestagu. Nie zmieni się to jednak w zwycięstwo SPD Schrödera.