POLITYKA

Wtorek, 11 grudnia 2018

Polityka - nr 42 (3081) z dnia 2016-10-12; s. 24-26

Polityka

Anna DąbrowskaWojciech Szacki

Nieobecny

Wkrótce minie rok współrządzenia PiS i Andrzeja Dudy. W trójkącie partia–rząd–prezydent Andrzej Duda miał być postacią znaczącą, bo nieodwoływalną. A jest elementem najsłabszym.

Mieliśmy w historii Polski Sejm niemy, teraz mamy niemego prezydenta. Nie dlatego, że rzadko się odzywa – tego akurat zarzucić mu nie sposób – ale dlatego, że wiele ważnych tematów przemilcza, a to, co mówi, nie ma mocy sprawczej ani nie układa się nawet w spójną całość.

Przemilczenia? Gdzie był Andrzej Duda, gdy wybuchł skandal z Bartłomiejem Misiewiczem, 26-letnim asystentem Antoniego Macierewicza, który bez wymaganych kwalifikacji wszedł do rady nadzorczej Polskiej Grupy Zbrojeniowej?

Dlaczego przemilczał Czarny Protest, gdy 100 tys. osób (a zapewne kilkaset tysięcy) w ponad 100 miejscowościach i tysiącach zakładów pracy manifestowało przeciw zaostrzeniu prawa antyaborcyjnego?

Brak mocy? Już prawie rok leżakuje w Sejmie prezydencki projekt ustawy podwyższającej kwotę wolną od podatku. Podobnie sprawa pomocy dla frankowiczów czy obniżenie wieku emerytalnego. To były ważne obietnice w kampanii prezydenckiej, a wychodzi na to, że PiS wymaga od Dudy taśmowego podpisywania własnych ustaw, a do projektów z Pałacu podchodzi lekceważąco. Nie chodzi ...