POLITYKA

środa, 22 maja 2019

Polityka - nr 43 (2626) z dnia 2007-10-27; s. 107-109

Ludzie / Obyczaje

Marek Ostrowski

Niepełną parą

Nieszczęścia chodzą parami. Sarkozy’ego, który dotąd szedł jak burza, opuściła żona, rezygnując z królewskiego splendoru Pałacu Elizejskiego. Swoją separację z rządem ogłosili też związkowcy, którzy potężnym strajkiem torpedują ważną, ­zapowiadaną w wyborach, reformę emerytur.

Każdy, kto czytał wywiad z biografką Sarkozy’ego Catherine Nay (POLITYKA 37), rozumie, że chodzi o coś więcej niż o zwykły rozpad związku – taki, jaki kończy co trzecie (!) małżeństwo we Francji. Przeciętni Francuzi niewiele wiedzieli o wzajemnych stosunkach Sarkozy’ego i Cécilii. Ale ministrowie rządu francuskiego informowali, że na posiedzeniach w Pałacu Elizejskim, kiedy dzwonił od niej telefon, prezydent przerywał wszystko. W tym sensie żona prezydenta – ponad wszelkim protokołem i konstytucją – odgrywała w polityce rolę kluczową. – Powiedział mi sam przed wyborami: „Nie interesuje mnie Pałac Elizejski, jeśli jej tam nie będzie. Bez niej, bez życia rodzinnego – nie utrzymam się tam” – relacjonowała nam Catherine Nay słowa swego bohatera.

Sarkozy był z żony dumny, obnosił ją jak skarb, publicznie podkreślał jej znaczenie, a na symbolicznym ujęciu z 14 lipca – ze wszystkimi ministrami przed Pałacem Elizejskim – prezydent, zwracając się do kamer telewizyjnych, przedstawił tylko dwie osoby: premiera i Cécilię! Nie wiadomo w końcu, kto był drugą osobą w ...