POLITYKA

Niedziela, 19 maja 2019

Polityka - nr 42 (2320) z dnia 2001-10-20; s. 44-46

Kraj

Aleksander Chećko

Niepowetowana strata

Posłowie mogli jeszcze sporo zrobić, zanim odkręcili tabliczki

Na pierwszym posiedzeniu nowo wybranego Sejmu (19 października) nowy marszałek poinformuje posłów, jakie to ustawy rozpatrywane przez poprzedników nie zostały sfinalizowane. Zapyta, czy zgadzają się oni, by zgodnie z przyjętym obyczajem trafiły do kosza. Jak to się stało, że duża część pracy starego parlamentu pójdzie na marne?

Niepisana, ale ukształtowana w parlamentarnej praktyce oraz w doktrynie prawa konstytucyjnego tzw. reguła dyskontynuacji oznacza przerwanie nieskończonych prac nad ustawami. Chodzi o to, by nie obciążać nowego Sejmu bagażem z poprzedniej kadencji. Tak czy inaczej oznacza to marnotrawstwo energii posłów, ekspertów oraz stratę pieniędzy i ton papieru na druki, które teraz pójdą na przemiał. Uchwalenie ustawy to przecież zbiorowy wysiłek setek ludzi, cały skomplikowany system tworzenia prawa (patrz uproszczony schemat). Jeśli dodamy, że ustępujący Sejm trzeciej kadencji uchwalił ok. 640 ustaw, projektów zaś wpłynęło do niego 1150, to zdamy sobie sprawę z rozmiarów legislacyjnego przedsięwzięcia.

Silnym argumentem za tym, aby jednak zmarnować część tego wysiłku, jest pogląd m.in. prof. Leszka Garlickiego, iż „po pierwsze uwalnia się nowy parlament od konieczności formalnego załatwiania różnych projektów i przedłożeń, których odrzucanie w głosowaniu byłoby politycznie niedogodne, po drugie – nowy parlament (jak to mamy w 2001 r.) niekoniecznie musi stanowić polityczną kontynuację swego poprzednika...”. Zasada ta miała wprawdzie w przeszłoś...