POLITYKA

Niedziela, 17 lutego 2019

Polityka - nr 14 (3003) z dnia 2015-04-01; s. 52-53

Rynek

Jacek Żakowski

Niewyraźny typ ten TTIP

Jeżeli wszystko dobrze pójdzie; jeżeli negocjatorzy zdążą się porozumieć, zanim Obama odejdzie z urzędu; jeżeli Kongres się zgodzi; jeżeli Parlament Europejski będzie za; jeżeli 28 państw członkowskich zechce ratyfikować – to (jeżeli zarabiacie w okolicach średniej krajowej) jest szansa, że w 2027 r. będziecie zarabiali o 19,91 zł miesięcznie więcej. Ale raczej będzie to o 11,95 zł więcej. Albo trochę mniej.

Myślicie, że nie ma czym zawracać sobie głowy? Komisja Europejska uważa inaczej. I premier Kopacz także. Dla Komisji i dla pani premier jest to nawet najpoważniejsze strategiczne przedsięwzięcie obecnej dyplomatycznej agendy. Jedyne, o którym Ewa Kopacz wspomniała w swoim exposé. Bo ma to być panaceum na kryzys, który nie chce za cholerę odejść. Panaceum, któremu macie zawdzięczać podwyżkę w 2027 r., nazywa się TTIP (Transatlantic Trade and Investment Partnership, czyli Transatlantyckie Partnerstwo Handlowe i Inwestycyjne).

TTIP to nowy wielki traktat handlowy, który Unia negocjuje z Ameryką. Kiedy negocjacje się rozpoczynały, entuzjaści twierdzili, że dzięki TTIP, czyli zniesieniu ceł i innych barier handlowych między USA i UE, powstanie Euroameryka. Zachód miał zamieszkać w jednym domu i stać się czymś w rodzaju wielkiej wielonarodowej rodziny. W dodatku miała to być rodzina dostatnia i bezpieczna. Teraz mówi się już tylko, że TTIP to sposób na poszerzenie handlowego mostu przez Atlantyk, który ma zahamować europejski regres.

Ponieważ po rozpoczęciu rozmów wielka wizja ustąpiła miejsca przyziemnym oczekiwaniom i targom, Komisja Europejska ...