POLITYKA

Sobota, 16 grudnia 2017

Polityka - nr 37 (3127) z dnia 2017-09-13; s. 8

Ludzie i wydarzenia / Kraj. Komentarz

Ewa Siedlecka

Niezależne sądy do kasacji. Za sto milionów

Debata o reformie sądownictwa sprowadziła się ostatnio do spekulacji, kto kogo: prezydent PiS czy PiS prezydenta. Chodzi oczywiście o zakres reformy, którą ma zaproponować prezydent w swoich projektach nowelizacji ustaw o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa. W zeszłym tygodniu tour po mediach zrobił b. wiceminister sprawiedliwości (za Gowina) prof. Michał Królikowski, o którym mówi się, że jest w zespole piszącym zapowiedziane przez prezydenta, po wetach, projekty. Prof. Królikowski mówił o tym, że chce zrealizować pisowskie postulaty metodami zgodnymi z konstytucją.

Jego propozycje rzeczywiście są łagodniejsze niż to, co uchwalił PiS, a zawetował prezydent. Ale czy np. weryfikacja sędziów SN w ogóle może być zgodna z konstytucją? Raz się odbyła – w 1990 r., ale było to w ramach zmiany ustroju państwa. Prof. Królikowski proponuje, by zamiast wyrzucać wszystkich i zatrudniać na nowo tych, których wskaże minister-prokurator Zbigniew Ziobro, po prostu obniżyć wiek emerytalny sędziów z 70 do 65 lat, dzięki czemu będzie się można pozbyć połowy sędziów. Zgodność z konstytucją takiego rozwiązania, jeśli ma dotyczyć urzędujących sędziów, jest co najmniej problematyczna. I na pewno niezgodna z Europejską Konwencją Praw Człowieka, co orzekł Trybunał w Strasburgu w sprawie węgierskiego prezesa Sądu Najwyższego Andrasa Baki, którego w ten sposób pozbył się Viktor Orbán. Prof. Królikowski proponuje też, by kandydatów na sędziów do Krajowej Rady Sądownictwa przedstawiać mogły posłom m.in. grupy obywateli. Już sobie wyobrażam, jakich kandydatów przedstawią np. Kluby Gazety Polskiej, Rodzina Radia Maryja czy Stowarzyszenie Ordo Iuris. Są też propozycje do przyjęcia, jak np. ławnicy ludowi i przedstawiciele innych samorządów prawniczych w Izbie Dyscyplinarnej przy SN.

Ale w świetle wydarzeń, które potem nastąpiły, tour prof. Królikowskiego wygląda raczej jak jego indywidualna akcja, która ma zwiększyć szanse przyjęcia przez prezydenta jego, a nie innych propozycji. Odbyło się bowiem spotkanie prezydenta z Jarosławem Kaczyńskim (pan prezes pofatygował się do Belwederu). Po tym spotkaniu prezydencki rzecznik Krzysztof Łapiński poinformował, że „obie ustawy [o KRS i SN] będą zgodne z konstytucją i nie będą zawierać błędów, które prezydent wskazał w swoich wetach”. A propozycje ogłoszone przez prof. Królikowskiego stanowczo poza te weta wychodzą. W wetach prezydent zakwestionował bowiem głównie zbyt duże uprawnienia prokuratora generalnego wobec SN i KRS i ponowił postulat, by sędziów do KRS Sejm wybierał większością 3/5 głosów. Poza tym Łapiński podkreślił, że prezydentowi zależy na uchwaleniu jego ustaw, co oznacza, że będzie zabiegał o poparcie PiS i zostawia sobie przestrzeń do ustępstw. A wiadomo, że głównym celem PiS jest wymiana składów Sądu Najwyższego i KRS, na którą partia będzie miała decydujący wpływ.

PiS za to już uruchomił ostrzał artyleryjski. Za publiczne pieniądze – pochodzące z przymusowych dotacji spółek Skarbu Państwa na Polską Fundację Narodową – rozpoczął akcję propagandową „Sprawiedliwe Sądy”, która ma promować rządowe pomysły „reformy wymiaru sprawiedliwości”. Zadaniem Fundacji miała być „promocja i ochrona wizerunku Rzeczypospolitej Polskiej oraz polskiej gospodarki w Polsce i poza jej granicami, a także kształtowanie pozytywnego odbioru społecznego inwestycji prowadzonych przez spółki z udziałem Skarbu Państwa”. Tak oświadczył minister skarbu. Statutu Fundacji nie opublikowano, ale można przypuszczać, że kampania w sprawie sądów w tym statucie się nie mieści. To jednak musiałby stwierdzić minister skarbu, który ma pod kuratelą tę fundację dysponującą dziś budżetem 100 mln zł. To pierwsza jej inicjatywa. Zapewne ma służyć nie tyle promowaniu pisowskiej reformy (której, na razie, nie ma), ile nagonce na sędziów i sądy. Już pojawiły się billboardy z cytatem z b. prezesa TK Andrzeja Rzeplińskiego: „Niech zostanie, jak było” (w rzeczywistości podczas lipcowych protestów w obronie sądów prof. Rzepliński zacytował zdanie z powieści Giuseppe Tomasiego di Lampedusy „Lampart”: „Trzeba zmienić wszystko, żeby wszystko pozostało po staremu”).

Pojawił się też w telewizji publicznej i w internecie spot reklamowy, w którym młodzi ludzie mówią zdania mające mało wspólnego z wiedzą prawniczą i z rzeczywistością. „Ponad 80 proc. społeczeństwa popiera reformę sądownictwa” – czyżby pisowską? „Nie może być tak, że ukradniesz wafelek – i możesz siedzieć” – za kradzież wafelka nie można siedzieć; można dostać karę grzywny, a jeśli się jej nie zapłaci, pójść na kilka dni do aresztu. Dalej jest kontynuacja tej myśli: „A&...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]