POLITYKA

Niedziela, 21 kwietnia 2019

Polityka - nr 20 (2350) z dnia 2002-05-18; s. 32-35

Kraj

Piotr PytlakowskiCezary Potapczuk  [wsp.]

Niezatapialny

Prokuratorzy z Lublina formułują zarzuty wobec niedawnego przełożonego

Ostatnie decyzje minister Barbary Piwnik – dymisje prokuratorów apelacyjnych w Katowicach i Gdańsku – dowodzą, że prokurator na funkcji to stanowisko niepewne. Każdy minister sprawiedliwości odwołuje i powołuje kolejnych prokuratorów, często w atmosferze skandalu. Zdarzają się jednak prokuratorzy właściwie nietykalni; niestraszne im zmiany ekip politycznych, bo każdej mają coś do zaoferowania.

Historia Włodzimierza Blajerskiego, dzisiaj prokuratora Prokuratury Krajowej, a do niedawna szefa Prokuratury Apelacyjnej w Lublinie, pokazuje dziwną trwałość niektórych karier. Kiedy w 2001 r. ministrem sprawiedliwości w miejsce Lecha Kaczyńskiego został Stanisław Iwanicki, Włodzimierz Blajerski awansował na szefa Prokuratury Krajowej. Iwanicki, kolega ze studiów Blajerskiego, już wcześniej go promował. W 1993 r. mianował Blajerskiego szefem Prokuratury Apelacyjnej w Lublinie, chociaż ten nigdy wcześniej nie był prokuratorem. W latach 70. krótko pracował jako sędzia w Kraśniku, w latach 80. przystał do Solidarności, aczkolwiek wcześniej aktywnie działał w PZPR. Na początku lat 90. wstąpił do ZChN, był dyrektorem gabinetu u min. Wiesława Chrzanowskiego i krótko wiceministrem spraw wewnętrznych odpowiedzialnym m.in. za straż pożarną. Dzisiaj, po zmianie ekipy rządowej, nadal pracuje w Prokuraturze Krajowej, w Biurze ds. Przestępczości Zorganizowanej, nadzoruje m.in. działalność Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie.

Prokuratorzy z Lublina o swoim do niedawna przełożonym mówią: pan B. Tak w prokuratorskim komunikacie prasowym określa się osoby podejrzane o złe czyny, ale jeszcze nie osądzone. Formułują listę zarzutów: wykorzystywał stanowisko do załatwiania ...

Czystki i roszady

Iwona Kochanowska

W czasach ministra sprawiedliwości Wiesława Chrzanowskiego (rząd Jana Krzysztofa Bieleckiego) w wyniku tzw. desantu radomskiego (Stanisław Iwanicki i Waldemar Smardzewski) stanowiska zastępców prokuratora generalnego stracili ściągnięci z Krakowa jeszcze przez Aleksandra Bentkowskiego Janusz Eksner i Aleksander Herzog.

Minister Jan Piątkowski (rząd Hanny Suchockiej) zdymisjonował prokuratora Kazimierza Krasnego, kiedy ten odmówił przeniesienia śledztwa w sprawie wypadków grudniowych na Wybrzeżu z prokuratury wojskowej (niezależnej od ministra) do cywilnej.

Zarzuty upolitycznienia prokuratury padały wielokrotnie z ław sejmowych pod adresem Jerzego Jaskierni (rząd Józefa Oleksego). W 1994 r. odwołano 30 prokuratorów, w 1995 r. – 26, a w 1996 r. – 15. Już na początku urzędowania odwołał Waldemara Włocha – szefa prokuratury rejonowej w Rzeszowie, oraz jego zastępcę po tym, jak rozpoczęli śledztwo przeciwko posłowi SLD Wiesławowi Ciesielskiemu, podejrzanemu o prowadzenie nielegalnej działalności ubezpieczeniowej. Największe poruszenie wywołało zwolnienie Jerzego Zientka z funkcji zastępcy prokuratora wojewódzkiego w Warszawie. Wiązano je zarówno z unieważnieniem decyzji o umorzeniu śledztwa w sprawie tzw. pożyczki moskiewskiej, jak też z wystąpieniem o uchylenie Aleksandrowi Kwaśniewskiemu immunitetu za wprowadzenie w błąd Państwowej Komisji Wyborczej (wykształcenie, majątek). W proteście do dymisji podał się bezpośredni przełożony Zientka Jerzy Łabuda. W tym samym czasie Jaskiernia odwołał też dyrektora departamentu prokuratury w ministerstwie Waldemara Smardzewskiego, motywując to złymi wynikami pracy działu.

Hanna Suchocka (rząd Jerzego Buzka) w ciągu dwu i pół roku zdymisjonowała 20 prokuratorów. O sejmową komisję sprawiedliwości oparła się dymisja szefa wrocławskiej prokuratury wojewódzkiej Andrzeja Kaucza, uzasadniana „stałą dyspozycyjnością polityczną” prokuratora. Szerzej omawiano też odwołanie szefa warszawskiej prokuratury okręgowej Stefana Szustakiewicza, w związku z zamieszaniem wokół umorzenia śledztwa w sprawie inwigilacji prawicy i naciskom, jakie miał wywierać na prowadzących śledztwo.

Lech Kaczyński (rząd Jerzego Buzka) w ciągu rocznego urzędowania zdjął ze stanowisk 49 prokuratorów, m.in. Karola Napierskiego, wtedy szefa Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie, obecnie szefa Prokuratury Krajowej. Jeszcze w dniu swego odwołania Kaczyński zdymisjonował prokuratora okręgowego w Olsztynie Stanisława Ruszkowskiego.

Kolejny minister sprawiedliwości i prokurator generalny Stanisław Iwanicki (rząd Jerzego Buzka) pobił swoisty rekord: w ciągu miesiąca wymienił 17 prokuratorów. W pierwszych dniach zdymisjonował bliskich współpracowników swego poprzednika Janusza Kaczmarka, Zbigniewa Ziobrę i Zbigniewa Wassermana. Osobiście odwołał szefa stołecznej prokuratury Andrzeja Wieczorka, przywracając na to stanowisko Jerzego Łabudę oraz całe kierownictwo Prokuratury Okręgowej w Krakowie, na czele z prokurator Marią Czapik, sprawującą swoją funkcję zaledwie 5 miesięcy. Kilka godzin po dymisji rządu Buzka decyzję o odwołaniu ze stanowiska otrzymał szef krakowskiej prokuratury apelacyjnej Krzysztof Kozdronkiewicz.

Barbarze Piwnik (rząd Leszka Millera) zarzucano na samym początku, że lekceważy polityczną dyspozycyjność i przeszłość Andrzeja Kaucza, mianowanego przez nią zastępcą prokuratora generalnego. Kaucz wkrótce sam podał się do dymisji. Głośno było też w środowisku rzeszowskich prokuratorów po odwołaniu w lutym br. z funkcji prokuratora okręgowego Janusza Drozdowskiego, po serii anonimów do Prokuratury Generalnej na niego i jego byłego zastępcę Zbigniewa Niezgod. W ostatnich dniach uwagę przyciągnęło także widowiskowe odwołanie szefa Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach Jerzego Hopa, który w wywiadzie radiowym zaprzeczył wydanym kilka godzin wcześniej poleceniom min. Piwnik dotyczącym wyjaśnienia niejasnych źródeł zarobkowania (ujawnionych na łamach „Newsweeka”). Za podobne zaprzeczenie pracę stracił prokurator apelacyjny z Gdańska Marek Rewers.

Iwona Kochanowska