POLITYKA

środa, 16 stycznia 2019

Polityka - nr 20 (2807) z dnia 2011-05-11; s. 40-43

Świat

Wawrzyniec SmoczyńskiTomasz ZalewskiJędrzej Winiecki  [współpr.]

Nieżywy lub martwy

Koniec Osamy ibn Ladena pokazał nową taktykę Ameryki w walce z terroryzmem: targeted killings, czyli celowane zabójstwa. Zgładzenie szefa Al-Kaidy pomoże Barackowi Obamie w wyścigu o reelekcję, ale komplikuje wojnę w Afganistanie.

Osama ibn Laden zginął tak jak jego ofiary: z zaskoczenia i bez broni w ręku. 2 maja amerykańscy komandosi wzięli szturmem dom w pakistańskim Abbottabadzie, zabijając przywódcę Al-Kaidy wraz z synem i dwoma przybocznymi. Ocalały trzy kobiety i dziewięcioro dzieci. Wbrew początkowym doniesieniom ibn Laden nie strzelał do żołnierzy – jedyne strzały w stronę komandosów padły na zewnątrz budynku, mężczyźni zabici w środku nie byli uzbrojeni. Sam ibn Laden w chwili śmierci miał pod ręką kałasznikowa i pistolet, ale nie sięgnął po nie. Czy Amerykanie mogli wziąć go żywcem? Nawet jeśli istniała taka możliwość, rozkazy były inne: jak powiedział szef CIA Leon Panetta, „nie zakładano, że Osama zostanie pojmany”. Celem operacji było zabicie, nie schwytanie lidera Al-Kaidy.

Tydzień po wydarzeniu w Europie podniósł się chór oburzenia na Amerykę. Obrońcy praw człowieka lamentują, że na ibn Ladenie wykonano wyrok i nie uszanowano jego prawa do procesu, niektórzy prawnicy uważają, że komandosi nie mieli podstaw, ...

Niewidzialny helikopter, trójząb i tajny pies

Osamę ibn Ladena zgładzili żołnierze z Morskiej Grupy Rozwoju Specjalnych Technik Bojowych, w skrócie DEVGRU. Dawniej Szósta Grupa SEAL, czyli komandosów marynarki wojennej USA, w 1987 r. została wydzielona jako osobna jednostka do najtajniejszych zadań. Wraz z lądową Delta Force DEVGRU przyjmuje rozkazy z pominięciem hierarchii wojskowej, w tym bezpośrednio od prezydenta, wiceprezydenta i sekretarza obrony USA. Komandosi tej jednostki uczestniczyli m.in. w interwencji w Grenadzie, zatrzymaniu porywaczy liniowca „Achille Lauro”, dwa lata temu uwolnili kapitana tankowca uprowadzonego przez somalijskich piratów. Wtedy również nie wzięli jeńców.

Pakistański wywiad głowi się nad tym, jak Amerykanie zdołali niepostrzeżenie wlecieć tak daleko w głąb kraju, a następnie opuścić go nie niepokojeni przez obronę przeciwlotniczą. Wyjaśnienie kryje zapewne złom po jednej z maszyn, która została uszkodzona przy lądowaniu, a potem wysadzona na podwórku willi ibn Ladena. Według miłośników lotnictwa są to szczątki nieznanej wcześniej wersji śmigłowca Black Hawk w technologii stealth – tak zmodyfikowanej, by maszyna była cichsza i trudniejsza do wykrycia przez radary.

Bohaterem grupy szturmowej stał się tajny pies, który towarzyszył komandosom. W szeregach armii amerykańskiej służy około 3 tys. czworonogów, rekrutowanych przede wszystkim ze względu na nosy, 40 razy czulsze od ludzkich. Psy-żołnierze bez strachu skaczą ze spadochronem, bywają wyposażone w kuloodporne kaftany, kamery, a nawet słuchawki, przez które słyszą komendy przewodników. W Abbottabadzie pies mógł zostać użyty do szukania bomb lub narkotyków, a może nawet tropienia samego ibn Ladena.

Całej operacji nadano kryptonim Trójząb Neptuna, zaś samemu Osamie pseudonim Geronimo. Teraz kongres amerykańskich Indian domaga się przeprosin za zrównanie legendarnego wodza Apaczów z saudyjskim terrorystą.