POLITYKA

środa, 20 lutego 2019

Polityka - nr 4 (3195) z dnia 2019-01-23; s. 9-10

Temat tygodnia

Radosław Sikorski

Nikt w Londynie nie wie

Niech ta brytyjska opera mydlana będzie przestrogą dla naszych suwerenistów, którzy zachwycali się nacjonalistycznymi szarżami torysów.

Pamiętam początek, pod koniec lat 80. Zaczęło się od tego, że temat Unii Europejskiej ze stron ekonomicznych i prawnych trafił na strony polityczne brytyjskich gazet. Najlepsze reportaże z Brukseli pisał błyskotliwy młody dziennikarz, który z nudnej materii regulacyjnej potrafił wykrzesać prawdziwy ogień. Publika wreszcie zaczęła się dowiadywać o rzekomych bizantyjskich apanażach, o bezdusznych eurokratach, o idiotycznych przepisach. Nagłówki pamiętam do dzisiaj: „Unia wynajmie wąchaczy, aby gnój pachniał tak samo”, „Zagrożenie dla różowych brytyjskich kiełbasek”, „Unia mówi, że ślimaki to ryby!”. I nieważne, że były nieprawdziwe, ubaw był po pachy; sam się śmiałem. Ten reporter, kolega z roku, nazywał się Boris Johnson.

Potem już poszło. Każda podjęta w Brukseli decyzja – wspólnie, przez demokratycznie wybranych przedstawicieli państw członkowskich – była dyktatem ponadnarodowych elit. Każde uzgodnienie minimalnych standardów – budowaniem lewiatana. Każde dogadanie stanowisk na rzecz wspólnej potęgi – naruszeniem suwerenności. Piszę o tym teraz, bo nie mogę zapomnieć chwili, gdy prezydent RP, w obecności prezydenta ...