POLITYKA

Wtorek, 11 grudnia 2018

Polityka - nr 7 (2180) z dnia 1999-02-13; s.

Społeczeństwo

Nim wymrą świadkowie...

Proces Eichmanna przypomniał światu o tragedii Żydów w chwili, gdy zaczął o niej zapominać. Miliony zaczęły pytać: co z innymi zbrodniarzami? Chcę podkreślić jeszcze raz, że gdyby nie zimna wojna, mógłbym zrobić znacznie więcej. W Niemczech i Austrii znajdowały się obozy uchodźców - rozmaitych narodowości - którzy przeżyli obozy. Setki tysięcy esesmanów i innych nazistów internowano w obozach amerykańskich, angielskich i francuskich.

W swoich wspomnieniach "Prawo, nie zemsta" pisze pan: "Stosunki między Żydami a Polakami fascynowały mnie, odkąd zacząłem myśleć i będą mnie fascynować, dopóki myśleć będę w stanie". Co jest powodem tej fascynacji?

Zostałem wychowany na polskiej kulturze. Gimnazjum ukończyłem w Polsce, w Buczaczu. Na architekturę we Lwowie mnie nie przyjęto - w przedwojennej Polsce nie na wszystkie kierunki przyjmowano Żydów. Musiałem pojechać na politechnikę do Pragi. Tam też zrobiłem absolutorium, mimo to po powrocie przyjęto mnie dopiero na trzeci rok Politechniki Lwowskiej, gdzie zrobiłem dyplom. Na polskich uczelniach ONR-owcy (Obóz Narodowo-Radykalny - przyp. red.) urządzali wówczas "dzień bez Żyda", kiedy to nie wpuszczano Żydów na teren uczelni, a były to zwykle dni egzaminów. Ci, którzy przyszli w tym dniu na uczelnię, narażali się na pobicie, wyzwiska itp. Niektórzy profesorowie, znający tę sytuację, umożliwiali zdawanie egzaminów w drugim terminie. Ja nigdy nie robiłem jednak uogólnień. Miałem polskich kolegów, których uważałem za znakomitych ludzi.

Odwiedził pan Polskę ...