POLITYKA

Poniedziałek, 24 czerwca 2019

Polityka - nr 20 (3210) z dnia 2019-05-15; s. 18-20

Temat tygodnia

Juliusz Ćwieluch

No i bomba

Seria alarmów bombowych w szkołach była egzaminem z dojrzałości państwa. W kategorii improwizacja ocena jest celująca.

785 oficjalnie zgłoszonych alarmów bombowych i mniej więcej drugie tyle utajnionych przez służby, żeby nie prowokować naśladowców, to dotychczasowy rekord pod względem skali. Autor albo – jak sugerują specjaliści – autorzy alarmów postawili na nogi większość służb w Polsce. Łącznie z Pogotowiem Gazowym. Zaledwie dwa egzaminy maturalne przełożone na czerwiec można uznać za sukces, biorąc pod uwagę skalę zjawiska. Sukces służb traci jednak blask przy bliższym oglądzie, bo alarmy obnażyły dramatyczne braki kadrowe w policji, zapaść pod względem przeszkolonych specjalistów i brak jednolitych procedur, co w przypadku gdyby alarmy nie były fałszywkami, mogłoby wszystkich wiele kosztować.

Dzień zero

Młodszy aspirant N. z jednej z warszawskich komend już miesiąc wcześniej wpisał się do grafiku na dyżur w nocy z 5 na 6 maja. Służbowe doświadczenie nauczyło go, że to najlepsza gwarancja spokoju. Końcówka długiego weekendu ma to do siebie, że szwagrowie już się popili i pobili, mężowie pokłó...

Czy poznamy sprawców

Odpowiedzi na to pytanie najlepiej szukać u specjalistów, ale polska policja konsekwentnie nie udziela informacji na ten temat. – Doszło już do takiej paranoi, że komendant główny Policji nie chciał mi odpowiedzieć na pytanie, ile w przeciągu ostatnich dwóch lat było tego rodzaju alarmów. Zasłonił się tajemnicą – mówi Krzysztof Brejza, poseł PO. – Tymczasem jego kolega, czyli komendant główny Państwowej Straży Pożarnej, przysłał mi obszerne odpowiedzi na te same pytania. Z opracowania przesłanego posłowi Brejzie wynika, że w 2018 r. doszło do 218 zgłoszeń, które zabezpieczała PSP. Dane te pokrywają się z raportem, jaki ostatnio zamieściło na swoich stronach CBŚP. Najwięcej zgłoszeń, bo aż 36 proc., dotyczyło sądów i prokuratur. Na drugim miejscu były szkoły i uniwersytety. W zeszłym roku policja odnotowała 52-proc. wykrywalność sprawców tego typu zdarzeń. Wysoką, bo rok wcześniej udało się zatrzymać autorów zaledwie 39 proc. tego typu zgłoszeń.

W wypadku ostatnich fałszywych alarmów znalezienie sprawców będzie trudne. Według portali badających zagrożenia w internecie ostatnie alarmy zainicjowane zostały najprawdopodobniej na forum karachan.org. Na forum można było znaleźć ścieżkę postępowania, jak krok po kroku wysłać maile, żeby nie zostać złapanym. Do poradnika dołączona została lista adresów mailowych do szkół średnich w całej Polsce. – Jeśli było to forum pełne laików, którzy stwierdzili, że kilka kliknięć zapewni im całkowitą anonimowość, możliwe, że jeden lub więcej popełni jakiś błąd i wpadnie. Inną zmienną jest stopień zaangażowania policji i służb. To zadanie dla specjalistów i wymaga dużo pracy – mówi Michał Ćwiok, informatyk i autor bloga poświęconego anonimowości w sieci.

Czyja to robota

Skala ostatnich alarmów o podłożeniu ładunków bombowych jest bez precedensu. Ale w tym roku to już druga taka seria. Pierwsza miała miejsce w styczniu i w lutym. Wtedy alarmy były rozproszone i dotyczyły różnego rodzaju instytucji publicznych (głównie urzędów wojewódzkich i miejskich) oraz sklepów i centrów handlowych. Kilka alarmów wszczęto w biurach Platformy Obywatelskiej. W sumie w pierwszej fali doliczono się 349 fałszywych zgłoszeń. W czasie akcji przeprowadzanych przez służby ewakuowano z budynków prawie 40 tys. osób. Wcześniej, pod koniec listopada 2018 r., doszło jeszcze do serii fałszywych esemesów, których autorzy podszywali się pod Rządowe Centrum Bezpieczeństwa i mężczyznom zamieszkałym w gminach Dukla i Horodło kazali się zgłosić do urzędów w związku z mobilizacją. Zdaniem specjalistów skala i natężenie alarmów sugerują, że za działaniami mogą stać służby obcych państw. – Testują w ten sposób naszą odporność na zagrożenia i sprawdzają procedury, które wdrażane są w takich sytuacjach – mówi gen. Mirosław Różański, były dowódca generalny Rodzajów Sił Zbrojnych RP.

Jego zdaniem ostatnie ataki mogą mieć również związek ze zbliżającymi się wyborami do Parlamentu Europejskiego. – Sianie zamętu i chaosu siłą rzeczy wywołuje wśród ludności poczucie zagrożenia i oczekiwanie, że państwo obroni obywateli. Manifestacyjna walka z zagrożeniem może wywoływać poczucie wdzięczności w sercach i umysłach wielu wyborców.

Czy można „wyłączyć” państwo?

Procedury na wypadek alarmów bombowych zawarte są w wewnętrznych i niejawnych dokumentach policji. Ale praktyka wskazuje, że policja reaguje na każde zgłoszenie. Choć, jak pokazały ostatnie alarmy, nie na każde tak samo. W Polsce skala przewrażliwienia na ataki jest tak wysoka, że jedna ze służb specjalnych ewakuowała pracowników po zgłoszeniu, że w ich piwnicy podłożona jest bomba. Sęk w tym, że dostęp do budynku mieli tylko pracownicy służby. Od kilku miesięcy w najważniejszych urzędach państwa opracowywane są nowe procedury na wypadek alarmów bombowych tak, żeby do ewakuacji dochodziło jedynie w ostateczności. Tworzone są ograniczone strefy dostępu i wzmacnia się monitoring stref otwartych. Jednak w myśl obowiązującej od lipca 2016 r. tzw. ustawy antyterrorystycznej decyzję o ewakuacji obiektu podejmuje kierujący akcją, a nie zarządzający obiektem, jak to miało miejsce wcześniej. W efekcie tylko od siły charakteru i odporności na stres komendanta głównego Policji zależy, czy po zalaniu polskich urzędów falą alarmów bombowych państwo zostanie sparaliżowane, czy nie.

Czy grożą nam prawdziwe zamachy

Na mapie aktów terrorystycznych w latach 2017–18, którą zamieszcza na swojej stronie Europol, Polska jest samotną białą plamą. W zeszłym roku w wyniku wybuchu ładunku wybuchowego zginęła w Polsce jedna osoba. Zdarzenie zostało zakwalifikowane jako samobójstwo. Nie zawsze było tak spokojnie. Od początku lat 90. bomby były jednym z podstawowych narzędzi porachunków bandyckich i wymuszania haraczy. Od 1995 r. policja zaczęła prowadzić statystykę wybuchów z podziałem na przypadkowe (niewybuchy) i celowe. W tamtym roku na 14 zgonów w wyniku wybuchów dwa uznano za celowe. Do końca lat 90. ich liczba z roku na rok rosła. Jednym z pierwszych terrorystów, który podkładając bomby w miejscach publicznych próbował wymusić okup, był działający na terenie Krakowa przestępca, który przedstawiał się jako Gumiś. Okazało się, że pod tym pseudonimem ukrywał się Sylwester Augustynek. W jego ślady poszedł później działający na terenie Warszawy Rurabomber. Jego również ujęto. Ostatnią próbę publicznego podłożenia bomby odnotowano we Wrocławiu. Sprawca, którego twarz zarejestrowała kamera zamontowana w autobusie, po zatrzymaniu i badaniach psychiatrycznych uznany został za osobę niepoczytalną.