POLITYKA

środa, 26 czerwca 2019

Polityka - nr 20 (2705) z dnia 2009-05-16; s. 100-105

Na własne oczy

Wawrzyniec Smoczyński

Nocny patrol

Policjant w Atlancie nosi przy sobie 45 sztuk amunicji, w tym jeden nabój w komorze pistoletu. Ale po broń sięga niezwykle rzadko. Znacznie częściej po komputer.

Posterunkowy Clint Myers prowadzi kolanami. Prędkość nie jest zawrotna, ale wóz patrolowy jedzie czteropasmową ulicą, po obu stronach płynie rzeka samochodów. Policjant zdaje się mieć wszystko pod kontrolą, jego ręce śmigają po klawiaturze, wklepując do komputera numer rejestracyjny samochodu z przodu. Tablice z Fulton County, w którym leży miasto Atlanta. – Sąd Najwyższy orzekł, że mamy do tego prawo – mówi, uprzedzając pytanie. – Nie utrudniamy życia, nie nachodzimy. Sprawdzamy tylko, czy auto nie zostało skradzione.

Pancerny laptop z dostępem do Internetu to serce radiowozu. Między fotelami wciśnięte jest jeszcze radio i klawiatura koguta, ale poza tym auto wygląda na przestarzałe: ciężkie drzwi, przetarte fotele i  zielone diody na tablicy rozdzielczej, hit designu samochodowego lat 90. Od tylnych siedzeń oddziela posterunkowego przegroda z twardego plastiku – kanapa zarezerwowana jest dla aresztantów. Przed wyjazdem na nocny patrol dziennikarz musi pdpisać oświadczenie, że jedzie na własne ryzyko i zrzeka się wszelkich odszkodowań, także w imieniu zstępnych.

W Stanach Zjednoczonych działa ok. 40&...

A jaka jest Twoja opinia? Możesz ją przedstawić na: www.polityka.pl/kulturapo16

Tagi

AtlantapolicjanocUSA