POLITYKA

Czwartek, 21 lutego 2019

Polityka - nr 40 (3130) z dnia 2017-10-04; s. 94

Felietony / Passent

Daniel Passent

Noł! Noł! Noł!

Kiedy słyszę słowo „rekonstrukcja”, mam ochotę dzwonić na pogotowie, ale ponieważ opieka lekarska w nocy i w dni świąteczne poddawana jest kolejnej deformie – szybko mi przechodzi. Wolę cierpieć u siebie na kanapie, niż nocować w poczekalni u samego pana Radziwiłła. Kiedy widzę reporterki i reporterów, jak z jednym pytaniem na ustach („rekonstrukcja?”) czyhają na ministrów i lekceważeni, zbywani, przepędzani jak komary, biegają za nimi po korytarzach, mam ochotę zawołać: „Koleżanki i koledzy z mediów – stop! Dajcie sobie spokój z tą rekonstrukcją!”. Co roku ta sama śpiewka: będzie – nie będzie? A cóż to za różnica? Gowin albo Gliński – czy to naprawdę istotne, gdy chodzi o konstytucję lub o organizacje pozarządowe? Jurgiel? Jaki? Sasin czy Brudziński? Wszyscy z tej samej ulepieni gliny.

Żeby chociaż mieli odrobinę fantazji i na przykład zorganizowali wieloetapowy Narodowy Rajd Samochodowy „Szlakiem BOR”. Warszawa–Toruń–Katowice–Brzeszcze–Wisła–Zakopane. „Polkom i Polakom to się należy”, „Polki i Polacy tego oczekują” – jak mó...