POLITYKA

środa, 24 lipca 2019

Polityka - nr 38 (2621) z dnia 2007-09-22; s. 124-126

Ludzie / Obyczaje

Agata Mikołajczyk

Nomatki

Coraz więcej w Polsce bezdomnych kobiet; wędrujących od jednego przytuliska do drugiego. Z nimi wędrują dzieci. Rośnie już trzecie pokolenie, dla którego jedyny dom, jaki znają, to ośrodek.

27-letnia Kasia nie pamięta swoich rodziców. Matka po urodzeniu zostawiła ją w szpitalu. Babcia zabrała z domu dziecka, ale nie wiadomo po co, bo piła razem z dziadkiem i nie miała ochoty się nią zajmować. Przed 18 urodzinami poznała chłopaka. Zakochała się. Szybko zaszła w ciążę. Ojciec dziecka trafił do więzienia. Babcia nie chciała jej pomóc. W szpitalu, w którym leżała, żeby donosić ciążę, życzliwi ludzie załatwili miejsce w domu samotnej matki, prowadzonym przez siostry zakonne. To było dziewięć lat temu. Od tej pory Kasia wędruje od ośrodka do ośrodka. Już nawet nie pamięta, w ilu była.

Chroniczna szwendaczka

Marek Kotański, legendarny założyciel Monaru, mówił, że bezdomność po pewnym czasie staje się chorobą, którą wyleczyć trudniej niż narkomanię. Człowiek przyzwyczaja się, że nie ma domu. Tym, którzy mają dom, trudno to zrozumieć.

Ośrodki dla bezdomnych – te, które założył Kotański, i te powstające po jego śmierci – miały być ...