POLITYKA

Sobota, 23 lutego 2019

Polityka - nr 29 (2513) z dnia 2005-07-23; s. 4-12

Raport

Piotr Stasiak

Nowa doba polska

Jeszcze 10 lat temu fabryki, urzędy, przedszkola zaczynały pracę bladym świtem, a kończyły przed obiadem. Potem było wolne. Dziś pracujemy coraz dłużej, a czas wolny mamy zajęty. Trenujemy umysł i ciało, by zwiększyć swe szanse. Jesteśmy najbardziej zabieganym narodem w Europie. I jednym z najbardziej zapracowanych w świecie. Dziś polska doba wypełniona jest od świtu do nocy.

Nowy układ doby wyraźnie już dzieli nasze społeczeństwo. Mamy dwie Polski. Polskę turbokapitalizmu, której symbolem stał się podręczny kalendarz, komórka i stały niedobór czasu. Ta Polska jest zabiegana, miastowa, działa na przyspieszonych obrotach, mówi szybko, dużo pracuje. Jest aktywna także w wolnym czasie. Druga Polska to kraina jadąca na połowie prędkości. Polska mniejszych miast, zorganizowanych „po staremu” firm, państwowej administracji i przemysłowych kolosów. To również Polska frustracji, zniechęcenia, słabej pracy, braku perspektyw, 3 mln bezrobotnych. To głównie dla potrzeb mieszkańców kraju turbokapitalizmu wytworzył się nowy układ polskiej doby. Dla tych jadących na połowie prędkości nadmiar wolnego czasu bywa dopustem bożym.

Życie w PRL było ustawione od świtu pod klasę robotniczą. Fabryki pracujące na trzy zmiany i spożywcze otwierane o szóstej rano. Ten system wyśmiał Stanisław Bareja w kultowej komedii „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz”. Jeden z jej bohaterów wstawał o trzeciej w nocy, bo dojeżdżał do pracy autobusem, autostopem, koleją i komunikacją miejską. W ...

Wykorzystać szanse, stracić młodość

Swój dzień opisuje: Paulina Grabowska prawniczka w spółce informatycznej w Warszawie i jej mama Anna Grabowska księgowa w Pińczowie

We czwartek wieczorem Paulina Grabowska (25 l.) weszła do Empiku, bo postanowiła kupić i chociaż przez chwilę poczytać przed snem jakąś dobrą książkę. Przejrzała też prasę i nowe zapachy w pobliskiej perfumerii. W tym samym czasie jej mama Anna Grabowska w oddalonym o 200 km Pińczowie (woj. świętokrzyskie) już dawno zjadła kolację i powoli zbiera się do snu. Centrum Warszawy ciągle tętni życiem, senny Pińczów już myśli o następnym poranku.

Dla Pauliny był to dzień jak co dzień. Wstała po 7 i prawie godzinę przebijała się przez korki do biurowca giełdowej spółki informatycznej Computerland, gdzie pracuje jako prawnik. Przy biurku wylądowała o godz. 9. O 13 zjadła lunch z ludźmi z działu. Po ośmiu godzinach Paulina wyszła z pracy. Wyjątkowo, bo zdarzało jej się siedzieć do wieczora (szczególnie przy dużych projektach). Po pracy rzadko od razu wraca do domu. Wolny czas? Wypełnia go sobie w całości. Co najmniej pięć wieczorów w miesiącu ma na Uniwersytecie Warszawskim zajęcia szkoły prawa brytyjskiego. Dwa razy w tygodniu (przed pracą) kurs angielskiego. Po południu w miarę możliwości fitness albo basen. Ostatnio wieczorami pisała pracę na konkurs „Moja wizja przedsiębiorczości” organizowany przez Business Centre Club. Wygrała pierwszy etap.

Jej chłopak Michał, też prawnik, również bardzo zajęty. Pracuje w dużej kancelarii, pisze doktorat, książkę, uczy się francuskiego i prowadzi agencję fotograficzną. Jak im się uda umówić raz w tygodniu, to jest sukces.

Anna Grabowska cieszy się, że córka pełnymi garściami czerpie z możliwości, jakie daje wielkie miasto. – Nauczyłam się już, że trzeba do niej dzwonić na komórkę, bo w mieszkaniu nawet po 22 jej nie ma – mówi. Sama wiedzie życie bardziej ustabilizowane. Rytm jej pracy w Pińczowie od lat wyznaczają te same godziny – 7 i 15 – kiedy pełni obowiązki księgowej w fabryce części stalowych. Obiady je w domu, gotuje dla męża. I wtedy czasem coś ją tknie – czy się aby Paulina nie przepracowuje? Czy nie traci młodości, tak ciągle w biegu?

Non stop do rana

Krzysztof Gawronkiewicz rysownik komiksów, storyboardzista, Warszawa

Wykonuję bardzo niezdrowy zawód – mówi. Gdy pracownicy agencji reklamowej projektują, jak będzie wyglądał telewizyjny filmik, potrzebny jest ktoś, kto na kilkunastu planszach rozrysuje plan tej historyjki (tzw. storyboard). Do akcji wkracza wówczas Gawronkiewicz. – Dzwonią do mnie i w ciągu godziny muszę przyjechać – mówi. Potem zaczyna rysowanie, non stop, czasem do rana. Takich zleceń dostaje 3–4 tygodniowo. Są za to niezłe pieniądze, można się z tego utrzymać. Ceną jest olbrzymia presja psychiczna, której wielu nie wytrzymuje. Trudno cokolwiek zaplanować. Nie można odmawiać, bo szybko wypada się z obiegu.

Aby się zresetować (czyt. odstresować), w chwilach wolnych od pracy dla agencji Gawronkiewicz narysował album „Esencja”, który dostał prestiżową nagrodę Grand Prix w konkursie na najlepszy europejski komiks. Teraz album robi karierę w Europie, a jego autor ma nadzieję, że uda mu się dzięki temu prowadzić zdrowszy tryb życia.

W rytmie Krzemowej Doliny

Dr Tomasz Janczak architekt systemów komputerowych w korporacji Intel, Trójmiasto

Pracuje w trybie zadaniowym, podobnie jak większość jego kolegów z działu badawczo-rozwojowego w Intelu. Z racji swoich obowiązków często kontaktuje się z inżynierami z placówek rozsianych po całym świecie. Bywa, że musi dostosować dzień pracy do czasu na Wschodnim Wybrzeżu USA lub Krzemowej Doliny. – Ich poranek to u nas godz. 16–19. Dopiero wtedy przeprowadzam najważniejsze telekonferencje – mówi. Jeśli wie, że będzie siedział po południu w biurze, rano stara się załatwić sprawy na mieście i odwiedzić urzędy. Zakupy robi w weekend.

Kiedyś zwolnię tempo

Jakub Sagan (39 lat), prezes polskiego oddziału firmy telekomunikacyjnej Alcatel, Warszawa

Wstaje o 5.45 i wychodzi na spacer z psem, wyżłem weimarskim. Potem robi śniadanie i zjada je z synem – to właściwie jedyny czas, jaki z nim spędza w ciągu dnia. O 8 jest w pracy, przegląda pocztę elektroniczną i zaczyna spotkania z najważniejszymi klientami, którzy kupują od Alcatela centrale telefoniczne, sprzęt do budowy sieci telefonii komórkowej i Internetu.

Prezes ma kalendarz zapełniony na 3 tygodnie do przodu. W planowaniu czasu pomagają mu dwie osoby. Ale i tak ciągle dzieje się coś nieprzewidzianego. – Rynek telekomunikacyjny to wieczny kocioł. Tu wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie – mówi Sagan.

Około 13 je lunch w stołówce. Wieczorem umawia się na biznesowe kolacje. Jeśli się uda, dwa razy w tygodniu gra ze współpracownikami w piłkę nożną.

Gdy do domu wraca około godz. 20–21, żona i syn jeszcze nie śpią. Gdy pracuje do bardzo późna, w cichym domu wita go tylko pies. Prezes tłumaczy sobie, że to cena, jaką musi płacić za bycie na eksponowanym stanowisku. – Rodzina jest wyrozumiała, ale oczekują, że kiedyś zwolnię tempo – mówi Sagan. Zaległości nadrabiają w weekendy. W sierpniu zaplanowali wspólnie 3-tygodniowe wakacje w USA.

Żeby synowie mieli lepiej

Pani Joasia (33 l.), kasjerka w hipermarkecie, Kraków

Woli nie podawać nazwiska, bo szefowie sieci zabronili personelowi rozmawiać z mediami. Od kilku lat pracuje w tym samym sklepie. Wstaje rano i z podkrakowskiej wsi dojeżdża pociągiem i autobusami do centrum handlowego. Jako początkująca pracowała na 7/8 etatu i zarabiała na rękę 650 zł. Zajmowało jej to 35 godzin w tygodniu. Miała trochę wolnego czasu, więc dorabiała biorąc nadgodziny. Pracowała też jako pracownik czasowy (z agencji) przy rozkładaniu towaru na półkach. Wychodziło jakieś 10 godzin dziennie.

Teraz jest już kasjerką doświadczoną i szybką, robi mało błędów, więc dostała podwyżkę i wyciąga 1500 zł na rękę. Jej mąż nie pracuje, nie ma prawa do zasiłku. Od lat stawia po wsiach domy dla bogatych ludzi z Krakowa. Mają dwóch synów. Ostatnio na raty kupili im komputer, opłacają też dodatkowe lekcje angielskiego. Chcieliby, aby skończyli studia albo wyjechali do pracy na Zachód.