POLITYKA

Poniedziałek, 18 grudnia 2017

Polityka - nr 32 (3122) z dnia 2017-08-09; s. 8

Ludzie i wydarzenia / Kraj. Tydzień w polityce. Komentuje Ludwik Dorn

Ludwik Dorn

Nowa poczekalnia w obozie władzy

Po prezydenckich dwóch wetach polityczne wakacje. Plaża. Żar leje się z nieba. Lekka bryza. Na morzu fale. Fale szumią. Co robi komentator polityczny? Ano idzie za zaleceniem wieszcza: „wsłuchać się w szum fal głuchy, zimny i jednaki/I przez fale rozeznać myśl wód jak przez znaki”. O czym szumią fale?

Fale szumią o tym, że w obozie władzy już nigdy nie będzie tak jak było i że jego wewnętrzna struktura musi się zmienić. Fale szumią o tym, że nie uderzają o brzegi wysp Bergamutów, gdzie: „na drzewach rosną jabłka/w gronostajowych czapkach/…/Jest słoń z trąbami dwiema/I tylko wysp tych nie ma”. Tak jak nie ma i nie będzie słonia z trąbami dwiema, tak nie powstanie w Sejmie większość trzech piątych, by odrzucić weto prezydenta (bo nie będzie takiej większości bez Pawła Kukiza, a po co ma on wzmacniać PiS?). Prędzej ujrzymy też jabłko w gronostajowej czapce niż zalążek „partii prezydenckiej” z kimkolwiek z klubu PiS, bo wybory prezydenckie będą po parlamentarnych, a przed parlamentarnymi to Jarosław Kaczyński będzie wsadzał na listy wyborcze i z nich zrzucał.

Fale szumią o tym, że najgroźniej wypiętrzają się wtedy, gdy w wyniku wstrząsu sejsmicznego na dnie morskim pęka płyta tektoniczna, a jej brzegi zaczynają się zderzać ze sobą. Jarosław Kaczyński na kongresie PiS w Przysusze opisywał strukturę obozu władzy tak jednolitą, jak tektoniczny monolit. Rolę jej zwornika i centrum odgrywa prezes partii, nieformalny naczelnik państwa, nadprezydent i nadpremier zarazem, który zachowuje dla siebie zwierzchni nadzór nad resortami siłowymi, służbami specjalnymi, polityką zagraniczną i resortem sprawiedliwości. Za nim idzie premier do spraw gospodarczych (formalnie wicepremier); trzecią osobą okazuje się pani premier de iure, a de facto pani sekretarz posiedzeń Rady Ministrów, której w feudalne lenno oddano Kancelarię Premiera – ostatecznie w mniej ważnych technicznych sprawach ministrowie muszą do kogoś latać, żeby pan naczelnik nie musiał sobie głowy zawracać drobiazgami. W ramach tej jednolitej konstrukcji nie ma miejsca na pana prezydenta, element czysto ozdobny.

Tak było spójnie i pięknie i nagle wszystko się posypało. Pan prezydent objawił się jako element podmiotowy, dla którego miejsca nie było, a je sobie wyrąbał, rozwalając całą konstrukcję. Nie można udawać, że tu się dokręci śrubkę, a tu pospawa. Trzeba zbudować coś nowego. Jak się buduje coś nowego, to trzeba wziąć pod uwagę, kto do czego dąży i jakie cele są możliwe dla niego do osiągnięcia. To są twarde polityczne determinanty, bez żadnej taniej psychologii, domyślania się, co komu w duszy gra.

Przede wszystkim zatem trzeba zauważyć, że u obu najważniejszych podmiotów: prezydenta i prezesa, jeśli wola wspólnego stworzenia nowej konstrukcji nie wystąpiła, to wystąpi, bo żaden z nich nie ma innego wyjścia. Do wiosny 2020 r. pan prezes nie może pana prezydenta z prezydenta odwołać. Musi z nim żyć i się układać. Z drugiej strony, jeśli pan prezydent jeszcze nie wie (a myślę, że wie), to się dowie, że do wyborów parlamentarnych w 2019 r. nie jest w stanie odwołać pana prezesa z prezesa. W trakcie afery Rywina prezydent Kwaśniewski mógł, zachowując racjonalność polityczną, dążyć do odwołania Leszka Millera z premiera i przewodniczącego SLD, posiadał bowiem wewnątrz SLD potężne aktywa, które stopniowo uruchamiał. Prezydent Duda żadnych aktywów wewnątrz PiS nie ma, a minister Jarosław Gowin ze swoją partyjką to czek ciągniony bez pokrycia. Pan prezydent też musi z panem prezesem żyć i się układać.

Niemniej oba podmioty znajdują się w sytuacji obiektywnego konfliktu i to niezależnie od tego, czy zamierzeniem pana prezydenta jest tylko to, by w „dobrej zmianie” było więcej Andrzeja Dudy, a mniej Zbigniewa Ziobry (Antoniego Macierewicza, Witolda Waszczykowskiego etc.), czy też także to, by ta „dobra zmiana” była nieco mniej pisowska, a bardziej państwowa. Z punktu widzenia obywatelskiego jest to oczywiście najważniejsze i dowiemy się, o co tak naprawdę chodzi, gdy prezydent przedstawi swoje projekty ustaw dotyczące zmian w Krajowej Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym, ale dla uwarunkowań i dynamiki politycznego konfliktu wewnątrz obozu władzy zakres ambicji prezydenta (tylko godnościowo-personalne czy też polityczno-państwowe) ma drugorzędne znaczenie.

Najważniejszym czynnikiem napędzającym dynamikę konfliktu między panem prezesem i panem prezydentem okaże się dualizm poczekalni, który musi się ujawnić po wakacjach. Dotąd dualizmu nie było. Poczekalnia była jedna – mieściła się w siedzibie PiS przy ulicy Nowogrodzkiej; niewielki antyszambr pani premier służył do uzgadniania spraw technicznych. No, ale w PiS ministrowie, posłowie i senatorowie oraz ich koterie mają swoje zamierzenia, plany i nadzieje, a skoro okazało się, że pan prezydent może je zablokować lub rozwiać, to lepiej zacząć zabiegać o jego przychylność. Do tej pory prezydent ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]