POLITYKA

Poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Polityka - nr 28 (2460) z dnia 2004-07-10; s. 64-65

Kultura / Teatr

Renata Sas

Nowe w Nowym

Ilu trzeba sezonów, żeby zbudować zespół teatralny, ukształtować profil artystyczny, zdobyć publiczność? Co najmniej kilku. Ilu trzeba sezonów, by zniszczyć to wszystko do dna? Wystarczy jeden. Przykład: łódzki Teatr Nowy pod rządami Grzegorza Królikiewicza.

Kto chciał i kto nie chciał, musiał się dowiedzieć o tym, co działo się w łódzkim Teatrze Nowym po śmierci Kazimierza Dejmka. Wojna o fotel dyrektora artystycznego okazała się piramidą absurdu, której nie wymyśliliby Gombrowicz pospołu z Mrożkiem. Zespół – dumny, że był zespołem Dejmka – zabiegał o Tadeusza Bradeckiego. Prezydent Łodzi Jerzy Kropiwnicki odpowiadał: najlepszym kandydatem na dyrektora artystycznego jest Grzegorz Królikiewicz. Nie pomogło nic – ani argumenty, ani autorytety, ani ogólnopolski marsz protestacyjny, ani interwencje ministra i wszelkich organizacji.

No i mija pierwszy sezon. Kiedyś mówiło się – sezon w Łodzi nie zaszkodzi. Teraz wiadomo, jak jeden sezon może zaszkodzić Łodzi. Tyle wystarczyło Grzegorzowi Królikiewiczowi, by zmieść Nowy z teatralnej mapy.

Błyskawicznie wymazane zostało wszystko, co zostało po Dejmku, choć już w zapisie swych wstępnych planów Królikiewicz obiecywał oddanie hołdu poprzednikowi poprzez utrzymanie w repertuarze sztuk przez niego zrealizowanych. Tym, którzy pamiętają o zobowiązaniach i pytają o „Hamleta&...