POLITYKA

środa, 27 marca 2019

Polityka - nr 5 (2994) z dnia 2015-01-28; s. 4

Z życia sfer

Sławomir Mizerski

O co chodzi w polskich filmach

Powstał problem polegający na tym, że wiele osób nie rozumie tego, co ogląda w kinie czy teatrze i z tego powodu uważa to za antypolskie i słabe artystycznie. Zdaniem tych osób to skandal, że państwo dotuje filmy i spektakle, które w wyrafinowanie aluzyjny, skrajnie metaforyczny sposób opowiadają jakieś skomplikowane zdarzenia z historii Polski.

Weźmy film „Ida”, który pewna część widzów, jak twierdzi, zrozumiała, w związku z czym już okrzyknęła go arcydziełem. Reżyser filmu lojalnie uprzedza w wywiadach, że kieruje go do tej części widzów, „która jest otwarta na świat, rozumie, na czym polega sztuka i nie ma kompleksów”. Z tym że ciekawe, dlaczego kieruje on utwór tylko do tej garstki i arogancko pomija resztę publiczności? Przecież na polskie filmy uczęszcza także liczna, dobrze zorganizowana grupa widzów zamkniętych na świat, nierozumiejących sztuki i w dodatku nieukrywających tego faktu. Dlaczego mają oni tych filmów nie rozumieć i ...