POLITYKA

Czwartek, 18 lipca 2019

Polityka - nr 4 (4) z dnia 2018-03-21; Niezbędnik Inteligenta. 1/2018. Krótka historia demokracji; s. 20-21

Marek Ostrowski

O czym mowa

W dzień po wyborach nagłówki w wielu mediach brzmią podobnie: „Święto demokracji”, „Lud przemówił”, „Wyborcy zdecydowali”. Dużo w tym przesady, a pewnie i fałszu.

W sejmowej debacie nad sądami pisowski autorytet prawniczy, były prokurator Stanisław Piotrowicz przedstawił – jak sam podkreślił – definicję demokracji: „To system rządów i forma sprawowania władzy, w których źródło władzy stanowi wola większości obywateli. I z woli większości został wyłoniony rząd”. Prezydent Andrzej Duda nadał tej definicji ton represji karnej. Krytykując posłów PO, którzy w Parlamencie Europejskim głosowali przeciw łamaniu praworządności w Polsce, Duda tweetował: „To mowa kłamstwa, która uderza w… nasze prawo wyboru. Gdzie szacunek dla demokracji?”. W tych wypowiedziach widać jak na dłoni paradygmat: skoro władza pochodzi z wyboru – mamy demokrację. A krytyka demokratycznie wyłonionych władz jest burzeniem demokracji.

Klasyczna teoria demokracji – wywodząca się jeszcze od Jana Jakuba Rousseau – zakładała, że wybory pozwalają poznać wolę ludu, a wola większości to głos ludu. Swe główne dzieło „Umowę społeczną” Rousseau pisał w epoce absolutyzmu, gdy jako taka demokracja funkcjonowała tylko w jego rodzinnej Genewie, a&...