POLITYKA

Niedziela, 21 lipca 2019

Polityka - nr 5 (2437) z dnia 2004-01-31; s. 38-30

Kraj / Quo vadis PiS?

Janina Paradowska

O dwóch takich co wpadli pod Platformę

Prawo i Sprawiedliwość ma powody do frustracji. Wydawało się, że to partia braci Kaczyńskich będzie przewodzić polskiej prawicy. Platforma Obywatelska uchodziła za partię bez wyrazu. I nagle Jan Rokita wypchnął Lecha Kaczyńskiego z pozycji pierwszego szeryfa III RP, a PiS – z pozycji lidera. Dziś Rokita bryluje na salonach, a Kaczyński walczy ze śniegiem na ulicach Warszawy.

Trudno nie zauważyć pewnej symetrii obu karier. Obaj wrócili ze strefy cienia, praktycznie z politycznej emerytury. Lechowi nieoczekiwanie dał szansę Jerzy Buzek czyniąc go, ku zaskoczeniu wszystkich, ministrem sprawiedliwości. Janowi Rokicie, który po przegranych wyborach na prezydenta Krakowa błąkał się po obrzeżach polityki i odgrywał w PO rolę drugorzędną, przytrafiła się komisja śledcza. Obaj swe szanse wykorzystali do końca, rzec można do bólu. Lech Kaczyński wysforował się na czoło politycznych rankingów, dzięki czemu jego brat mógł zbudować Prawo i Sprawiedliwość. Jan Rokita szermując prawie tymi samymi hasłami sprawiedliwości, walki z korupcją, silnego i sprawnego państwa zdetronizował go i walnie przyczynił się do niezwykłych sukcesów sondażowych, jakie dziś odnosi PO.

Spełnił się czarny sen Jarosława Kaczyńskiego. Lider PiS bynajmniej nie ma powodów, by dostrzegać w Rokicie przyjaznego konkurenta. To Rokitę obciążano przez lata współudziałem w tak zwanej inwigilacji prawicy (był wtedy szefem URM), to Rokita miał zatargi z ówczesnym szefem NIK Lechem Kaczyńskim, kiedy nie ...