POLITYKA

Czwartek, 23 maja 2019

Polityka - nr 14 (3205) z dnia 2019-04-03; s. 35-37

Społeczeństwo

Edyta Gietka

O pomniku, który jeździł kolejno

„Kompozycja w brązie pt. Rzeź wołyńska” to pomnik, którego nikt nie chce. Od lat jeździ po Polsce. Po drodze prowokuje do wojenek po wojnie.

Monument w kształcie orła z koroną mierzy prawie 15 m. W skrzydłach rozpostartych na 7,5 m wpisano nazwy wiosek wymordowanych przez UPA. Z krzyża wyciętego w ptaku idą ku górze trójzębne widły (nawiązujące do ukraińskiego tryzuba), na które autor nabił dziecięce ciało. U podstawy bryły stoi płonąca czteroosobowa rodzina naturalnej wielkości. Za nią płot z trzema główkami na sztachetach. Czwarta rzucona na ziemię.

Pomnik wyruszył z Ameryki przed trzema laty jako podarunek Stowarzyszenia Weteranów Armii Polskiej w Ameryce. Akurat wtedy w sejmowej debacie odżył wątek rzezi, jakiej dopuścili się na Polakach ukraińscy nacjonaliści. Od tego czasu nie znalazł miejsca w kilku ojczystych miastach. I choć wart jest sporo, bo 240 tys. dol., to zamiast stać na cokole, leży rozłożony na części w gliwickich zakładach urządzeń technicznych

Mimo to monument ciągle sieje strach. Tym razem w podkarpackiej Komańczy, gdzie mieszka wielu Ukraińców. ...