POLITYKA

Wtorek, 21 maja 2019

Polityka - nr 50 (2380) z dnia 2002-12-14; s. 62-64

Kultura / Scenarzysta z marginesu

Marcin Meller

O Przemku co filmy kręci

Ma 28 lat, nie skończył szkoły filmowej ani żadnej innej. Napisał cztery scenariusze, według których powstały trzy filmy, w tym dwa jego własne. Ostatni, właśnie wyświetlany w kinach „Głośniej od bomb”, wzbudził zachwyt nielicznych widzów, którzy mieli szansę go zobaczyć, w tym Andrzeja Wajdy.

Od Wajdy poniekąd ta dziwna historia się zaczyna. A w zasadzie od hucpy. Kilka lat temu Przemysław Wojcieszek (pochodzi spod Wrocławia, mama – pedagog w podstawówce, tata – rzemieślnik) pracował jako bileter w krakowskim kinie Wanda. Miał za sobą rozpoczęte i porzucone po pół roku studia polonistyczne. – Zdałem na polonistykę, bo wykładał na niej Bronisław Maj. Miałem łzy w oczach, jak czytałem jego wiersze. To akurat zostało mu do dzisiaj. Nie czyta powieści, tylko wiersze i gazety. I ogląda rzeczywistość. Co widać w „Głośniej od bomb”.

W ramach swoich obowiązków biletera ambitnego kina roznosił zaproszenia na prywatne przyjęcie Andrzeja Wajdy. Podejrzał adres. Zapukał do drzwi, jakimś kłamstwem sprawił, że zaprowadzono go do twórcy „Człowieka z marmuru”. „Nazywam się Przemysław Wojcieszek, chcę robić filmy. Jeśli poświęci mi pan pięć minut, nigdy nie zapomni pan tej rozmowy”. Wajda miał właśnie kręcić kolejny film; powiedział młodemu ...