POLITYKA

środa, 22 maja 2019

Polityka - nr 40 (2524) z dnia 2005-10-08; s. 92-94

Społeczeństwo / Domowe wspólnoty

Agnieszka Niezgoda

Oaza pod trzepakiem

Podwórko wychowało w mieście niejedno pokolenie. Było wspólną przestrzenią i instytucją życia społecznego. Dzisiaj jest niczyje. Straszy bejsbolami, narkotykami. Czy potrzebne są nam jeszcze podwórka?

Grupa najmłodsza zagrzebana jest po uszy w piaskownicy. Piaskownica położona jest w mało atrakcyjnej części, tuż obok ławek dla bab podwórkowych. Stare baby na podwórku siedzą, grzeją się i kontrolują. Toteż trzon podwórka w okolice piaskownicy nawet nie chadza. Trzon, czyli młodzież, ma swój rewir po drugiej stronie kamienicy wokół trzepaka. Następuje tu wymiana zdań, kolorowej prasy młodzieżowej oraz drobny handel. Spod trzepaka awansuje się pod garaże. Przy garażach całkiem dorosłe podwórko wieczorami pije i pali. Pomiędzy terenem maluchów i bab a rewirami prawie i całkiem dorosłych jest strefa niczyja. Tę strefę zajmują – leżąc – pijani intruzi z sąsiedniego domu.

Tak wygląda jedno z podwórek na warszawskiej Ochocie, zabudowanej kamienicami z lat 50. Podobne można jeszcze znaleźć w większości starszych dzielnic miast. Ale coraz rzadziej. Tradycyjne podwórka popadają w materialną ruinę. Niszczeją. Gminne finanse odmalowują zwykle fasady domów oraz brukują kostką Bauma reprezentacyjne uliczki.

Zdegradowało się też podwó...