POLITYKA

Piątek, 22 marca 2019

Polityka - nr 19 (3058) z dnia 2016-05-04; s. 39-41

Społeczeństwo

Marcin Kołodziejczyk

Obara kontra

Ogólnopolską sławę prawniczą zdobył już po pięćdziesiątce. Pomogły w tym media, które czuje, bo sam był dziennikarzem. Szył też dżinsy, robił interesy z Rosjanami, działał w stowarzyszeniach – ostatnio tych broniących godności narodowej.

Media przychodzą wtedy, kiedy prawnik bierze się za sprawy z góry wyglądające na przegrane i nieopłacalne, czyli w żargonie kancelaryjnym „niepieniężne”. „Porusza mnie ludzka krzywda” – mawia Lech Obara w wywiadach.

Przez ostatnie lata Obara angażuje się w sądowe zderzenia pojedynczego obywatela z molochami korporacyjnymi albo państwowymi. To najczęściej sprawy ciągnące się latami, rzucające prawnikiem po Polsce i Europie, a jest ich tyle, że komórka Obary dzwoni bez przerwy. Tak więc niedawno miał sprawę w Nicei, parę spraw w sądach niemieckich, jedzie pilnie do Krakowa i Warszawy.

Dzięki tym „niepieniężnym” kazusom często widzi się Obarę w telewizji – ostatnio na żywo mecenas przemawiał do rozsądku komornikowi, który zamiast majątku dłużnika zajął majątek jego córki. Zapraszają go też do programów dyskusyjnych. Potem zaś słychać nieoficjalnie, że praktyk prawny Obara spotykał się w stolicy z ministrami rozmawiać o zmianach w prawie – ostatnio o mającej się zmieniać ustawie o IPN.

...