POLITYKA

Niedziela, 21 lipca 2019

Polityka - nr 34 (2466) z dnia 2004-08-21; s. 49-51

Świat / Półprzewodnik Polityki / Poznajmy się!

Tadeusz OlszańskiIvan Lipovicz

Obcy wśród swoich

My, Węgrzy, jako ostatni znaleźliśmy się w Europie tu, gdzie teraz jesteśmy. Do dziś niektórzy traktują nas jak obcych, może dlatego, że mamy taki trudny język.

Węgrzy nie są wyjątkiem: chwytają się każdej w miarę okrągłej rocznicy, aby przypomnieć sobie różne rzeczy i na swój sposób je uczcić lub co najmniej zastanowić się nad nimi. Przestał już działać system zezwoleń, co można oficjalnie świętować lub opłakiwać, a które jubileusze z musu obchodzić w największej tajemnicy.

Wczesnym latem 2004 r., kiedy kontynent przygotowywał się do mistrzostw Europy w piłce nożnej, z otchłani minionego półwiecza wydobyliśmy raptownie zdarzenie, które jednemu z narodów – Niemcom – dało poczucie narodzenia na nowo, ale drugiemu przyniosło gorycz klęski, rozczarowanie pęknięciem nadmuchanego balonu. Chodzi o nas, Węgrów, których cały ówczesny świat uważał za futbolową nację numer 1. Nasza drużyna, zwana złotą, pokonała absolutnie wszystkich rywali, stosując prostą strategię: obojętne, ile strzelą nam goli, musimy zdobyć o jedną bramkę więcej! I cokolwiek powiedzieć, przez dziesięciolecia z całą pewnością wiedziano, że Puskas, Kocsis, Hidekuti, Czibor byli Węgrami. ...

Ivan Lipovecz, ur. w 1946 r., z wykształcenia ekonomista. Korespondent węgierskiego radia i telewizji w Niemczech (1979–1985). Od 1988 r. redaktor naczelny polityczno-ekonomicznego tygodnika „HVG”. Redaktor i wydawca almanachu „Tények könyve” (Księga faktów). Przewodniczący węgierskiej sekcji Międzynarodowego Instytutu Prasowego (IPI) i członek Rady Wykonawczej węgierskiego towarzystwa dziennikarskiego (MUOSZ).

Węgry – zobaczyć, zjeść, wykąpać się

Jak dojechać.
Węgry są bliżej niż blisko i jeśli jedziemy samochodem, to po śniadaniu w Zakopanem, spokojnie zdążymy na obiad w przygranicznej madziarskiej czardzie. Trzeba jednak pamiętać, że węgierskie autostrady są płatne. Obowiązują winiety: 4-dniowa kosztuje 1270 forintów, 10-dniowa – 2000 ft, 30-dniowa – 3400 ft. Ekspresem Polonia (dzienny) i Batory (nocny) Warszawa Centralna–Budapeszt Keleti – jedzie się 11 godzin, a bilet w obie strony kosztuje 440 zł. Z Krakowa są 3 połączenia, co prawda z przesiadką, ale też jedenastogodzinne. Najsprawniej jest oczywiście samolotem: godzina i 20 minut. Rejsy liniami LOT i MALEV z Warszawy do Budapesztu są dwa razy dziennie, rano i wieczorem. Najtańszy bilet APEX (tak, aby mieściła się sobota i niedziela) kosztuje, w zależności od kursu walut, około 840 zł. Na miejscu, np. w Budapeszcie, lepiej korzystać ze znakomitej komunikacji miejskiej, w tym z trzech linii metra. Ceny biletów: 1 przejazd – 140 ft, bloczek 10-biletowy – 1100 ft, bilet całodniowy – 1100 ft, bilet tygodniowy – 2200 ft.

Gdzie mieszkać.
W Budapeszcie i nad Balatonem ceny noclegu w hotelach i pensjonatach są znacznie wyższe niż na pełnej uroku prowincji. W stolicy w trzygwiazdkowym hotelu pokój dla 2 osób ze śniadaniem to wydatek rzędu 8–10 tys. ft. Nad Balatonem oraz poza stolicą jest dużo wolnych miejsc w pensjonatach o niższym standardzie. Jest też dużo prywatnych kwater, gdzie oprócz napisu: „Szoba kiadó” i niemieckiego odpowiednika często znajduje się również: „Wolne pokoje”. Zwłaszcza obecnie, bo na Węgry przyjechało w tym roku znacznie mniej gości z zachodniej Europy. Do końca września czynne są kempingi oraz hostele w domach akademickich.

Waluta.
Na Węgrzech płacimy forintami. Kurs forinta (ft): 1 zł to około 52 ft, 1 dolar – ok. 205 ft, 1 euro – ok. 248 ft. Złotówki nie wszędzie są wymieniane. Nie przyjmują naszej waluty w kantorach na lotnisku w Budapeszcie, nie honoruje jej również bank K&H. Natomiast jest na nią popyt w Eger i Hajduszoboszlo, gdzie hołubi się polskich turystów. Niektóre kantory w Budapeszcie podają w złudny sposób w pierwszej rubryce wyższy kurs, ale dotyczy on tylko wymiany powyżej 1000 dol. Najkorzystniejszy przelicznik złotówki uzyskujemy korzystając z bankomatów.

Kuchnia.
Na Węgry warto jechać już dla samej kuchni, smacznej, pikantnej, z wyraźnym akcentem papryki, na której oparta jest większość narodowych potraw. A i gastronomia jest na dobrym poziomie. No i wina, najlepsze z beczek w małych winiarniach. Są trzy typy lokali: vendegló, czyli gospoda, csarda to ludowa gospoda i tutaj serwuje się typowo węgierskie dania oraz etterem – restauracja z bardziej już międzynarodową kuchnią. Popularne węgierskie dania bogracs gulyas – zawiesista, czerwona od papryki zupa z wołowiny, ziemniaków i włoszczyzny; jokai bableves – fasolowa na wędzonej golonce; halaszle – ostra zupa rybna z filetami z karpia. Po tych zupach zamawia się tylko deser, najlepiej palacsinty, czyli naleśniki. Z głównych dań polecić należy porkolt, to nasz gulasz wieprzowy lub wołowy, no i paprikas, czyli paprykarz zaprawiony śmietaną. Świetnie i po węgiersku można też zjeść na targach, w halach targowych oraz w kąpieliskach. Zawsze znajdują się tam smażalnie z pikantnymi kiełbaskami, mięsami z rusztu, no i langosze, olbrzymie smażone na oleju placki, podawane na różny sposób z czosnkiem, śmietaną, tartym serem. Na Węgrzech należy zawsze jadać obiad o właściwej porze, czyli od 12 do 14, kolacje już dowolnie, ale lepiej po osiemnastej.

Co zwiedzać.
W Budapeszcie jest wszystko co najciekawsze na Węgrzech. Ruiny rzymskiego miasta Aquincum z III w., czynne do dziś tureckie łaźnie z XVI stulecia, zbudowany przez Habsburgów Zamek Królewski, skarby secesji i nowoczesne mosty. Jadąc tramwajem nr 2 bulwarem ciągnącym się wzdłuż Dunaju, ma się to wszystko jak na dłoni. Potem należy przeprawić się na Budę i powłóczyć po starówce. Z Baszty Rybackiej koło kościoła Macieja albo jeszcze lepiej spod statui Wolności na Górze Gellerta spojrzeć na panoramę miasta po to, by sobie ją na zawsze zapamiętać. To najkrótszy program, bo po tym pełnym uroków 2-milionowym mieście można się włóczyć i przez tydzień. Odpoczywać natomiast należy na Wyspie Małgorzaty, cudownym, rozległym parku, w którym znajduje się również kąpielisko Pallatinus, olbrzymi kompleks pływalń, term i basenów ze sztucznymi falami. Jeśli jest się w Budapeszcie, nie można pominąć Zakola Dunaju ze zbudowanym przez uciekających przed Turkami Serbów Szentendre, które jest miasteczkiem malarzy, z osławionym przez historyczną twierdzę Wyszegradem i wreszcie pierwszą stolicę Węgier Esztergom z największą po watykańskiej bazyliką. Dla zwolenników Balatonu mam dobrą wiadomość. Po trzech latach suszy jezioro wróciło do normy, a w dodatku woda odzyskała doskonałą czystość. Kąpać można się wszakże na całych Węgrzech, bo gorące mineralne źródła są wielkim skarbem kraju. Polacy odkryli już i opanowali piękne barokowe miasteczko Eger oraz całkiem współczesne Hajduszoboszlo. Jest jednak jeszcze Tapolca (10 km od miasta Miskolc) z rewelacyjnymi, usytuowanymi w podziemnych grotach termami. Sensacja na miarę światową. A wszystkie te kąpieliska nie tylko sprawiają ogromną frajdę, ale i skutecznie leczą liczne schorzenia. Właśnie gorące źródła oraz słynny tokaj są tajemnicą długowieczności braci Węgrów.