POLITYKA

Wtorek, 11 grudnia 2018

Polityka - nr 4 (2334) z dnia 2002-01-26; s. 76-77

Społeczeństwo / Obyczaje

Anna Szulc

Obława na buławę

Samozwańczy legionista ukrył insygnia Naczelnego Wodza?

Wymiar sprawiedliwości ostatecznie odnalazł i osadził na dwa lata w więzieniu Krystiana Waksmundzkiego, komendanta Związku Legionistów Polskich, który – jak kiedyś Szwedzi – próbował złupić klasztor na Jasnej Górze. Szwedom się nie udało, Waksmundzkiemu tak. Dziś jasnogórscy ojcowie paulini, piłsudczycy w kraju i za granicą, wreszcie komornik głowią się nad tym, gdzie komendant mógł ukryć buławę i szablę marszałka Rydza-Śmigłego.

Krystian Waksmundzki jest bojownikiem. Najpierw walczył z komunistami, gdy dwadzieścia lat temu stanął na czele krakowskiego Komitetu Opieki nad Kopcem Józefa Piłsudskiego. Orężem bojownika był wówczas głównie staranny kamuflaż: na spotkaniach piłsudczyków zjawiał się w perukach, z przyklejoną brodą albo w ciemnych okularach i o lasce (POLITYKA 18/2000). W takim przebraniu – zapewniał – nie rozpozna go nawet komunistyczna agentura. Nieco później agentami okazała się w jego oczach większość członków komitetu. Dokładnie ci, którzy oskarżyli bojownika o kradzież pamiątek po żołnierzach Piłsudskiego i przywłaszczenie 65 urn na ziemię z pól bitewnych.

W 1990 r. Waksmundzki, rocznik 1940, stanął na czele reaktywowanego Związku Legionistów Polskich. Tym samym został legionistą najmłodszym w kraju. Walczyć nie przestał. Strajkował i głodował z prawie stuletnimi weteranami, którzy domagali się zwrotu budynku wzniesionego przed wojną z żołnierskich składek. Władze Krakowa ugięły się i czterokondygnacyjny gmach przy ul. Oleandry zamienił się w Muzeum Czynu Niepodległościowego, którym ...