POLITYKA

Poniedziałek, 27 maja 2019

Polityka - nr 18 (2191) z dnia 1999-05-01; s. 18

Wydarzenia

Aleksander Chećko

Obywatel Colt

Socjopaci - rasiści z młodzieżowej subkultury, zwani "mafią w czarnych płaszczach", zabijając 15 uczniów wstrząsnęli Ameryką. Potwierdziła się opinia o zgubnym wpływie agresji sączącej się z telewizji, gier komputerowych, Internetu. Dzień później polski parlament uchwalał, po 38 latach, nową ustawę o broni i amunicji.

Po kilku latach dyskusji Sejm określił wreszcie nowe zasady dostępu obywateli do broni. Zastanawiano się, jak rozluźnić dotychczasowy rygorystyczny system reglamentacji, który stawiał obywatela-petenta przed okienkiem policjanta-łaskawcy. Jednak powszechnego dostępu do broni obawiano się. Najbardziej liberalny system, amerykański, zalicza prawo do broni do podstawowych wolności obywatelskich, gwarantowanych drugą poprawką do konstytucji, ale skutki tego są opłakane. W kraju, gdzie noszenie broni było tradycją, a dziś 200 mln sztuk jest w rękach prywatnych, co roku ginie od kul ponad 20 tys. osób. Jak wyjść z systemu policyjnego "rozdzielnictwa" nie mającego kryteriów, lecz nie popaść w masowe uzbrojenie narodu (groźne dla niego samego) - zastanawiali się nasi posłowie.

Każdemu według umysłu

Sejm de facto rozluźnił rygory dostępu, zaostrzając jednocześnie system weryfikacji kandydatów. Dotychczas organy policji wydawały zgodę, "jeżeli okoliczności faktyczne, na które powołuje się osoba ubiegająca się o pozwolenie na broń, uzasadniają wydanie takiego pozwolenia". To obywatel musiał wykazać nadzwyczajne powody do posiadania broni, czyli stan swego ponadprzeciętnego zagrożenia. "Organ MO (...) może zaniechać faktycznego ...