POLITYKA

Poniedziałek, 20 maja 2019

Polityka - nr 31 (3020) z dnia 2015-07-29; s. 26-28

Społeczeństwo

Joanna Gierak-Onoszko

Ochrona nienarodzonych

Tysiącom dzieci można uratować życie, pod warunkiem że leczenie zacznie się jeszcze w brzuchu mamy. Ale choć polska medycyna prenatalna radzi sobie doskonale, to wokół diagnostyki trwają ideologiczne wojny.

Nad śpiącym noworodkiem pochyla się zespół lekarzy, fartuchy lepią się do pleców. Jest jak w saunie, bo operuje się w 35 stopniach, pod cieplarką, która musi stale dogrzewać dziecko. Lekarka otwiera brzuch i cierpliwie wsuwa metry maleńkich jelit i wątrobę na miejsce, do którego nie trafiły przez ostatnie miesiące. Zrotowane, odwrócone serce też na miejsce. Operacja idzie tak pomyślnie, że na koniec, gdy noworodek zostanie zaszyty, lekarze uformują nawet pępek.

– O tym, że narządy Jerzyka są poza jego brzuszkiem, dowiedzieliśmy się już w 11. tygodniu ciąży – mówi Joanna, jego mama. – Mieliśmy czas, by przygotować się na narodziny, wybrać szpital, omówić z lekarzami sposób i termin operacji. Przypadek Jerzyka należy do rzadkich, ale nie jest jedyny w Polsce. Średnio na świat przychodzi jedno dziecko tygodniowo z taką wadą. Gdy Jerzy rodził się przez cesarskie cięcie, na sali porodowej czekali już chirurdzy. Chłopczyka z sercem bijącym poza klatką piersiową natychmiast przetransportowali na sąsiedni blok operacyjny.

Jeszcze przed narodzinami ...