POLITYKA

Piątek, 19 lipca 2019

Polityka - nr 40 (2674) z dnia 2008-10-04; s. 90-92

Świat

Marta Zaraska

Od czerwieni do fioletu

W Rwandzie nie ma już Hutu ani Tutsi. Za używanie tych określeń, czyli głoszenie ideologii podziałów, można trafić do więzienia, podobnie jak za krytykę partii rządzącej – Rwandyjskiego Frontu ­Patriotycznego (RPF).

Z białego, supernowoczesnego budynku Ośrodka Pamięci o Ludobójstwie roztacza się widok na stolicę kraju Kigali: rdzawe wzgórza, zakurzona zieleń, centrum ze szklanymi wieżowcami i dzielnice małych schludnych domków. Budowa obiektu, mieszczącego między innymi muzeum, archiwa i groby 250 tys. ofiar ludobójstwa z 1994 r., pochłonęła 2 mln dol. W środku automatyczny przewodnik informuje zwiedzających, że „ci, którzy mówią o wiekach konfliktu między Tutsi a Hutu, są w błędzie”. Wymowa wystawy jest jasna – przed przyjazdem Belgów wszyscy Rwandyjczycy mieszkali obok siebie w pokoju i dopiero kolonialne „dziel i rządź” zapoczątkowało proces, który po wielu latach doprowadził do masowych mordów.

Niektórzy koloniści z Europy rzeczywiście mieli obsesję na punkcie etnicznego podziału tego wschodnioafrykańskiego państwa. Przeprowadzono nawet naukową kampanię mierzenia rwandyjskich nosów, która wykazała, że przeciętny nos Tutsi jest o 2,5 mm dłuższy i prawie 5 mm węższy niż nos Hutu. Wysocy i szczupli Tutsi traktowani byli przez Belgów ...

Załączniki

  • [Mapa]

    [Mapa]